Wyświetlono wiadomości znalezione dla zapytania: wroc aw pani dla pana

Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie!!

Euro 2012: Kraków protestuje u premiera
Od ?rody w Urz?dzie Miasta Krakowa s? zbierane podpisany pod listem protestacyjnym w sprawie wyboru miast, które maj? organizowa? w Polsce mecze pi?karskich mistrzostw Europy w 2012 roku. W?ród sze?ciu miast Kraków znalaz? si? na pi?tym miejscu co w praktyce oznacza, ?e pod Wawelem nie odb?d? si? mecze Euro 2012.
Prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski wys?a? do premiera RP Kazimierza Marcinkiewicza list protestacyjny. Po zebraniu podpisów list ten ma by? jeszcze raz wys?any do Kancelarii Premiera. "Usytuowanie przez Ministerstwo Sportu Krakowa na pi?tym miejscu listy polskich miast jest sprzeczne nie tylko z obiektywn? ocen? realnych mo?liwo?ci w?a?ciwego przeprowadzenia powierzonych miastu imprez i w?a?ciwego przyj?cia uczestników i go?ci mistrzostw, ale w praktyce przekre?la kandydatur? miasta".

"Panie premierze oczekuj? razem z ca?? spo?eczno?ci? miasta Krakowa zmiany decyzji ministra sportu i umieszczenia miasta Krakowa na nale?nym mu miejscu listy polskich miast proponowanych na gospodarzy mistrzostw Europy w pi?ce no?nej w 2012 roku" - napisa? m.in. w swoim li?cie prezydent Majchrowski.

W poniedzia?ek Zespó? ds. Wyboru Miast Gospodarzy ustali? kolejno??, w jakiej szóstka miast polskich zostanie zaprezentowanych w zg?oszeniu do UEFA kandydatury Polski jako organizatora ME 2012 (wspólnie z Ukrain?). Na pierwszym miejscu znalaz? si? Pozna? z 48 punktami, na drugim Warszawa (40 pkt), trzecim Gda?sk (32), czwartym Wroc?aw (30), pi?tym Kraków (24) i na szóstym Chorzów (15).



Pytam nie tylko Pana prezydenta Krakowa ale wszytskich kandyduj?cych miast co juz zrobili w sprawie EURO, ?e protesty pisz??! Pieni??ków nie b?dzie to sie i piekl?.

 » 

chuck

Panie Panowie,

za spraw? Szanownego Pana Wies?awa Ga??zki dzisiaj oko?o godziny 19.30 w Radio Wroc?aw najprawdopodobniej pojawi si? conieco na temat Chuckomani.
Jest bardzo prawdopodobne, i? Pan Ga??zka wspomni o fruhstuckowej chuckomani, która rozpocz??a si? znacznie wcze?niej ni? ta ogólnonarodowa i nie tylko . Z czego oczywi?cie wszyscy jeste?my bardzo dumni.

Wszystkim polecam audycj?, sam ju? zacieram uszy .
Panie Wies?awie, w imieniu forumowiczów i swoim serdecznie dzi?kuj? .

Ostatni post Tomka Wilmowskiego




| Przyjaciele,

| Wiele od Was otrzymałem. Byliście mi naprawdę bardzo bliscy.

| Nie wiem co bym bez Was począł.

| Ale wszystko się kiedyś kończy.

| Kocham Was,
| Tomek
| Na pamiątkę.

| http://math.berkeley.edu/images/pagemaster/Tarskiwebphoto2_color.jpg
| Nie rób mi tego - proszę. :-)
| Bez Pana ta grupa nigdy się nie scali w UMIŁOWANIU MĄDROŚCI...
| Jeśl nie możesz Pan wrócić to przynajmniej wymyśl jakieś małe kłamstwo
| a JA i może także niektórzy inni myślący - będziemy żyć nadzieją. OK? :-)
| PS. Nie wiedziałem, że Tarski jest z mojej drużyny piwnookich. ;)
| z poważaniem i szacunkiem:
| ~°<~
| Edward Robak*
| Uwaga: kopia na free-pl-prawdy
Robaku -kto to sprawdzi czy to on? ;)
A poza tym -jeśli naprawdę- czy to nie przypadkiem rejterada przed którą sam
niby nas przestrzegał dedykując "logo"? ;)
Zasłanianie się własnym "autorytetem"...
E...poprostu zdał sobie sprawę ze zmarnował życie. :)
I to na co?! Na dojście do stwierdzenia że ludzki umysł nie potrafi z metafizyką
zrobić nic innego jak ją zaksjomatyzować?!? ;)
Heh!
"Wiem że nic nie wiem"... ;P

Stachura stanowczo zaszedł dalej...poeta pokonał matematyka i filozofa...
nihil novi :)))


Każdy Drogi Panie ma jakieś swoje własne powody rezygnacji z subskrypcji
grupy dyskusyjnej i ogłoszenia tego na grupie. Nie wiem co stoi za wyznaniem
Kolegi Tomka a więc nie wiem czy to okoliczności realne np. praca zawodowa

Matematycy nie używają takich słów - to nie jest język matematyki.
Pisząc to nie był matematykiem - lecz Człowiekiem. :-)
...
Kiedyś inny Kolega z naszej "filozoficznej" paczki o nicku AW, także
ogłosił, że opuszcza grupę i udaje się do Zakonu odżywiać się korzonkami
i medytować. Wrócił jakiś odmieniony. Nasz Korneliusz często ma powroty
nie wspominają JUDY, Balbeo, Przewodasa czy Pana Drogi Sky.
JA także od paru tygodni sygnalizuję, że moja działalność na GD zostanie
radykalnie ograniczona w najbliższym czasie podobnie jak odszedłem kiedyś
z pl.sci.psychologia. Moja decyzja spowodowana jest wyborem pomiędzy
alt-pl-prawdy i nową geometrią a pl.sci.filozofia i starym p-doleniem. :-)
ale nie piszę, że to "Ostatni post..." choć odchodząc z psp tak właśnie
pisałem: niby ostatni a jeszcze nie ostatni - co wkurzało alefitów. :)
~°<~
Edward Robak*
Uwaga: kopia na free-pl-prawdy

ale kaszana


Hejka!


Jeżeli literówki nie pomogły, to pomoże kindersztuba? :-(

Sugerujesz Pan Drogi Tomku, że nasz AW czytając atomy wypełniające
przestrzeń ekranu nie czyta atomów wypełniających przestrzeń ekranu
tylko czyta Tomka Wilmowskiego?


Tak. Tak właśnie sugeruję. Sugeję też więcej. Sądzę, że nie
czyta Tomka Wilmowskiego, ale łączy się ze mną telepatycznie
zgodnie ze zmodyfikowaną teorią Re1, która dopuszcza, abym wchodził
do głowy AW i on mógł widzieć moje myśli, a on wchodził do mojego
żołądka i zjadał moje śniadanie.

To ciekawe,,


Jest to moja nowa teoria, która nazywam eRor1


"theorię - rachunek predykatów" Tak?


Tak. Kocham ich i zabiję Pana, jeżeli nie powiesi Pan sobie nad
łóżkiem ich potretów. Przepraszam, mimo, że Pana lubię, proszę
zawieć te portrety bo będę zmuszony Pana zabić.

Jeśli TAK


Proszę nie ściemniać, tylko powiedzieć, czy potrety moich guru już
wiszą, inaczej zostanie Pan skazany na śmierć intelektualną przez
wyłożenie eRor1 (która obejmuje śmiertelny intelektualnie kurs Re1
dla zaawansowanie-początkujących.

to macie znakomity sposób na wskrzeszanie umarłych


Potrafię zamoderować wskrzeszanie umarłych i nawet przez
czasoprzestrzenny tunel Re1 nie wróci Pan z ostatniego pokoju
Hilberta.

bo wystarczy przytoczyć jakieś słowa np. Sokratesa


Słowa sokratesa są sprzeczne ze słowami robaków, które nie
używają logiki, oraz ze słowami moich guru (zawiesił Pan
portrety?!) i dlatego Sokrates zostanie zabity przeze mnie i moich
guru. Proszę nie stawać w jego obronie, my musimy go zabić. Jaki
jest jego IP?

by każdy (cyc!)


Był wymuskany z osobna!

kto przeczyta atomy na ekranie myślał, że czyta CZŁOWIEKA.


Ehm. Nie ogarniam. BO JESTEM O WIELE ZA GŁUPI. Ale jak Pan przyzna mi,
że moja super teoria nieskończoności eRror1 jest prawdziwa, to
będę Pana lubił i dobrze o Panu mówił :-(

Bingo!


Pański pies Bingo zostanie zamordowany w okrutny sposób przez naszych
agentów. Proszę podać jego IP!

Wobec tego przeczytaj uważnie:


To Pan przeczytaj UWAZNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!
PANIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

WIESZAJ PAN PORTRETY MOICH GURU NAD
ŁÓŻKIEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A jak nie to Pan goszko porzałójesz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Panie dzieju!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

TE SŁOWA PISZĘ JA - TWÓJ GURU - KTÓRY JESTEM.


Proszę Pana! Pańskie słowa to kłamstwo (paradoks Epimenidesa).
Gdyby Pan był moim guru, to Pański portret wisiałby nad moim
łóżkiem. Gdyby wisiał to musiałby wisieć także nad Pańskim, bo
Pan CHOCIAŻ NIE ROZUMIE MNIE I MOICH GURU (LUB ROZUMIE CZĘSCIOWO, NP.
TEORIA UMYSŁU - OK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) TO PAN SIĘ
**********BOI********** MNIE I MOICH GURU.

Czy Pański portret wisi nad Pańskim łóżkiem, proszę Pana?

Gdyby wisiał, bo Pan musiałby być swoim własnym guru, a to znaczy,
że jest Pan rośliną ozdobną cebulkową!

Proszę popatrzeć do lustra! Roślina ozdobna cebulkowa ozdobna?

Jeżeli nie ma Pan lustra, to proszę sobie przypomnieć co Pan
ostatnio mówił na temat FLORY na tej grupie. Że Pan nie cierpi
FLORY, tak jak ja! Czyli musiałby Pan nie cierpieć siebie!

Niech Pan się zdecyduje! Czy Pan jest rośliną cebulkową ozdobną,
czyli FLORĄ? Czy Pan siebie nie cierpli, czyli czy Pan jest
FRUSTRATEM? Czy w końcu jest swoim własnym guru! Bo moi guru (jak
Tarski) mówią, że nie można być swoim własnym guru (paradoks
Epimenidesa)! Pan przeczy moim guru! Czyli Pan przeczy sobie?

Jeżeli Pan mówi, że jest Pan moim guru, I PAN SOBIE PRZECZY,
wnioskuję, że

JEST PAN DALEKI OD BYCIA MOIM(i) GURU!

(ale może Pszemol się zgodzi :-)

Maine Name by Edward Robak z pod kopca Wandy w Nowej Hucie.
,Tak,,


Mówi Pan jak prawdziwy guru (ale wiem, że Pan sobie przeczy).

pozdr,


"pozdr"? A jak to jest po polsku? ;-) Bo nie znam języków
zagramanicznych.

Edward Robak*


To tylko takie żarty.

Pozdrawiam serdecznie,
Tomek

 » 

Re.#naiwne i snobistyczne.


    Dochodzę tu do meritum, czyli kwestii, która umknęła Twojej ocenie: dobra
poezja jest, przede wszyskim,efektem pracy nad samym sobą (czyli wstrzymać
przedmiot, ruszyć podmiot - znasz to skądinąd). Mam wrażenie, że zapomniałeś, że
warsztatem Poety jest nie słowo, lecz ON SAM. Ciężka praca nad sobą, zmaganie
się z własnymi ograniczeniami i ułomnościami, daje Poecie jego miano i
legitymacje do wypowiadania się; nadaje jego poezji walor WARTOŚCIOWOŚCI
    Kiedy wiersz jest wyłacznie ekspresją frustracji, obsesji czy histerii
autora (co Ty nazywasz pisaniem "od serca"), jest rzeczywiście do dupy, a
obiektywnie należy do świata JAKOŚCI - WARTOŚĆ przedstawia jedynie dla autora
(który zazwyczaj zaciekle wiersza broni, bo jest wiersz wtedy rzeczywiście krwią
z krwi, kością z kości, kompleksem z kompleksu poety). Z kolei utwór nienaganny
warsztatowo, precyzyjnie osadzony w konwencji, będący w zgodzie z wszelkimi


Czesc Rain Dog -

W ogole uwazam ze szkoda czasu i atlasu
na rozmowy "co sie komu podoba i dlaczego"
a to co klepnales (wybacz) jest dla mnie stekiem bzdur-bzduraszek
nie pisze tego zlosliwie tak to widze . Mlodys :))

piosenka  AW

Rzecz o subiektywnym spojrzeniu

We wtorek po południu, podczas nieobecności męża
Pani Joanna Dreptakowa
Dostała nagle intensywnych duszności
I rozbolała ją raptownie głowa

    Więc Zenon Dreptak wróciwszy
    I stwierdziwszy że żona jego jest chora
    Wezwał telefonicznie
    Pewnego znanego doktora

A ten Dreptak był zazdrosny o żonę wprost niesłychanie
Tak że dość często zwalniał się z pracy
Wpadał raptownie do domu i przeszukiwał mieszkanie
Wołając : "Gadaj w tej chwili gdzie są ci łajdacy

    Gregory Pek, Łazuka i ten Tony Saler
    Ja wiem że ty ich przyjmujesz, ja nie jestem taki frajer"
    A ona, ta Dreptakowa, jeżeli mam być szczery
    Przypominała nie tylę Bardotkę, co dziwnego psa Hackelbery

Więc nikt tam za nią nie szalał, tylko ten Dreptak Zenon
Sobie wmówił, że ona jest cizią, panterą i syreną
A teraz ma przyjś lekarz, ba, przyszedł - już drzwi otwiera
I mówi: "O pani jest chora, to niech się pani rozbiera!"

    Zbladł Dreptak, się zdenerwował, aż mu się ręce pocą
    I pyta drżącym głosem: "A to przepraszam, po co?"
    "Po to" powiada lekarz, "że zbadać tą panią mamy"
    Co rzekłwszy rodziął Joannie jeden guzik u flanelowej piżamy

"Przeziębi się!" pisnął Dreptak i zapiął ten guzik na brzuchu
"Ależ skąd!" odprał lekarz i odpiął "Toż tu jest ciepło jak w uchu
O proszę, nawet świece z gorąca w lichtarzach się topią"
Dreptak zapiął, lekarz odpiął, Dreptak zapiął, lekarz znowu odpiął

    "Do widzenia, wychodzę, nie mam na żarty ochoty!"
    "A ile się należy panu za fatygę?", "A sto pięćdziesiąt tysięcy złotych"
    "Proszę bardzo", "Dziękuję bardzo" - wyszedł lekarz z domu Dreptaka
    I pomyślał: "Ta Dreptakowa to wyjątkowa pokraka!"
    A znów Dreptak pomyślał: "Ot lubieżnik"
    Ale mylili się obaj
    Bo ostatecznie nie to jest ładne co ładne
    Ale co się komu podoba
    Ale co się komu podoba

Któr? wersje wybra??

Jest kilka minut po godz. 3.00 nad ranem.
W?a?nie od kilku minut jestem w domu po prawie 600 kilometrowej podró?y w stron? Wroc?awia z ?odzi (a raczej ok. 100km za Wroc?aw).
Jem odgrzewane dwa kawa?ki pizzy, patrz? na kluczyki, które le?? na moim biurku i nerwowo przegl?dam forum - tym razem ju? jako posiadacz Jeep'a.

Ów kluczyki, to w?a?nie szcz??cie jakie dzisiaj naby?em - Cherokee 1990r 4,0 XJ. Autko trafi?o mi si? dos?ownie w stanie IG?A. Sprzedawca - niesamowity cz?owiek, maksymalnie szczery i pomocny opowiedzia? mi wszystko co w aucie jest do zrobienia i czego si? mog? po nim spodziewa?. Autko tak jak pisa?em jest w idealnym stanie.

Kiedy? naczyta?em si? relacji posiadaczy samochodów z podesz?ym ju? wiekiem o Eldorado, do którego trafili szukaj?c swojego wymarzonego egzemplarza. Obrazek ten sam - zagranica, spokojna wie?, na ulicach pe?no nowych fur, a w domku jednej starszej pani bujaj?cej si? na wiklinowym fotelu stoi auto, które w wersji oryginalnej ma jeszcze foli? na siedzeniach, a chce za nie nie wi?cej ni? za u?ywanego Fiata.

Oczywi?cie mnie daleko do takich historii... jednak?e jak na Polskie warunki i moje (zaledwie) 300 kilometrów do celu - to naprawd? znakomita oferta.

Zacz??o si? rano - zadzwoni?em do tego Pana, umówi?em si? wst?pnie na jutro. Okaza?o si? jednak, ?e nie mia?em z kim jutro jecha? - dzisiaj te? by?o ci??ko. Znalaz?a si? dobra przyjació?ka, która wyruszy?a ze mn? w podró? po (zak?ada?em ?e nie kupi? od razu) Jeepka. Po 300km wjechali?my na posesje, której wi?ksz? cz??? zajmowa? zak?ad tokarski. Pierwsza my?l - auto pewnie zjechane w ?rodku od wo?enia drewna, itp. Ju? mi si? troszk? humor pogorszy?. Ale widz? po kilku metrach wyeksponowanego Cherokee. Kolor - moim zdaniem - pi?kny, br?z. W ?rodku - IG?A, dos?ownie w stanie wykraczaj?cym poza to co widzia?em do tej pory w kwotach dwa razy wy?szych.

Ma?a anegdotka - jeszcze wyje?d?aj?c z ?odzi rozmawia?em ze sprzedawc?, który wystawi? chwilk? przed zamkni?ciem przeze mnie laptopa z allegro model identyczny lecz z rozmowy telefonicznej wynik?o, ?e jest na wst?pie do robienia zacisk hamulca i troszk? innych rzeczy - cena auta by?a dro?sza.

Jad?c my?la?em równie? o stosunku ceny do jako?ci i ba?em si? co zastan? na miejscu. Myli?em si? bardzo.

Mo?e i autko nie jest w stanie perfekt - ale jakie jest za takie pieni?dze? Dla mnie wyznacznikiem jest fakt, ?e przejecha?em nim z powrotem 300kilometrów do ?odzi. Moje poprzednie do?wiadczenia z autami ko?czy?y si? na ?ci?ganiu ich na lawecie pod bram?.

Przy ogl?dzinach pos?ugiwa?em si? znalezionym na forum tuturialu jak i co sprawdza?, o co pyta? i na co zwraca? uwag? - przyda?o si? to bardzo ! W dodatku pozwoli?o negocjowa? znacz?co i tak ju? bardzo nisk? cen?. Tak wi?c auto kupi?em praktycznie za gorsze.

Do zrobienia (niby) s? hamulce - s? sprawne, nawet bardzo - w ko?cu dojecha?em i wszystko by?o bezpiecznie OK nawet przy ostrym i spontanicznym hamowaniu. Sprzedaj?cy uprzedzi? mnie jednak, ?e jest z nimi co? nie tak i ?e niby mówi? ?e pod t? wersj? jest z nimi wszystko OK ale warto zainwestowa? i wymieni? je na uk?ad z serwo. (Co mi o tym napiszecie, b?d? bardzo wdzi?czny).

"Co?" ha?asuje przy doje?d?aniu do skrzy?owania - nie przeszkadza w trakcie jazdy ale pyrkocze.

W zasadzie to tyle. Auto bez gazu, wa?ny przegl?d i OC, karta pojazdu i komplet umów kupna/sprzeda?y.

Jutro obejrz? i napisze na pewno wi?cej - pytaj?c o to i o tamto Tym czasem lec? spa?, jestem strasznie podniecony faktem ?e auto stoi pod moim oknem - a bardziej tym, ?e jutro rano ojciec wstanie i zobaczy je zaparkowane chocia? nic nie wiedz? z matk?, ?e po nie pojecha?em i kupi?em Tak samo wygl?da?a opisana przeze mnie historia z autem, które ?ci?gn??em na lawecie - o jego obecno?ci rodzice dowiedzieli si? kilka godzin pó?niej, kiedy wyszli z domu i zobaczyli zaparkowany wóz pod drugim gara?em
Wiem, ze jestem kochanym dzieckiem Ale temu autku nie mog?em si? oprze?!

Co z dalekobieżnymi?

Co do przykładów poruszanych przez Jaybee i Iwana: niespecjalnie mnie kręci rozpamiętywanie innych propozycji zmian w rozkładzie jazdy PKP PR; to ich problem. Mnie interesował syndrom Bystrzycy i dziwię się Panom, zwłaszcza Iwanowi, że jesteście takimi minimalistami. Bo dlaczego nie żądać, żeby z Lublina do Świnoujścia poszło jeszcze pięć pociągów? Przecież równie dobrze taki pomysł mógł się urodzić. Dlaczego nie puścić jeszcze siedmiu z Terespola - nocą? I dlaczego nie puszczać wszystkich pociągów obu spółek parami: o pełnej godzinie jedzie InterCity, pięć minut wcześniej pośpieszny. W końcu kiedyś było dużo pociągów, a państwo dopłacało tyle samo (czyli ile, Panowie?).

Możemy się zgodzić, że są różne zakłady PKP PR, mam tę świadomość, widzę różnicę. Może właśnie dlatego najpierw chciałbym, żeby Przewozy - bądź co bądź - Regionalne doprowadziły do tak prostego posunięcia, jakim jest np. rozwiezienie w regionie pasażerów ostatniego wieczorem pociągu PKP IC z Warszawy do Poznania. Bystrzycę łatwiej zmontować, ale zapewnić ludziom z Wągrowca czy Leszna, że by mieli czym powrócić do domów, to już nie bardzo. A rządzi tym ten sam marketing, który zaproponował Bystrzycę.

Znowu wrócę do punktu wyjścia, bo Panowie konsekwentnie go pomijacie: oczekuję równych szans, a nie tego, że jednemu przewoźnikowi daje się politycznie dużą obniżkę stawek, a drugi ma takie same fory z powodu uśrednienia stawek - wyrazu nadopiekuńczości państwa - i jeszcze dofinansowanie do międzywojewódzkich. Naszej nocnej TLK nikt strat nie wyrównuje, a jednak ją utrzymujemy, zasypując deficyt przychodami z rentownych pociągów. Na równych poziomach startujmy, a wtedy prawda nas oceni. Już dzisiaj widać, że samorząd mazowiecki, tak jak kiedyś (bodaj) 40 milionów, tak teraz 120 milionów dokłada do KM. I ustawcie, hipotetycznie, w jednej linii dwóch konkurencyjnych przewoźników walczących o ten sam segment rynku: jeden z dotacją, drugi bez, ta sama trasa, ten sam skład - który utrzyma się na rynku?

Sęk w tym, że tutaj do rywalizacji wypuszcza sie dwie spółki jednego właściciela. Jedna drugiej może odbierać przychody, ale jeśli już ma to robić, to niech robi to z głową. Jeśli Bystrzyca jedzie przed pociągami PKP IC 15-25 minut wcześniej, korzystając z sowitej dotacji, to pytam - jaki jest sens puszczania naszych pociągów? Powinniśmy je zamknąć. Ale wtedy znów odezwie się niezadowolony Pan Krzysztof, że zwijamy kolej. A tego nie chcę. Stąd moje pismo do AW - żeby zmiany wprowadzać z głową, a nie dlatego, że ktoś sobie TAK CHCE. Bo Bystrzyca była wyrazem chciejstwa, a nie efektem nacisku lublinian, którzy pragnęli stadami jeździć do Świnoujścia. I tego jednego jestem pewien: gdyby było inaczej, nikt poważny nie rozważałby jej wycofania...

Teraz wiewiórki. Powtórzę: bliskie są decydentom czy dalekie, ważne czy nie ważne w strukturze firmy, jest dla mnie skandalem, że wynoszą dokumenty firmy. Pal licho moją korespondencję, sam ją tu zacytowałem, gorzej, że trafiają się ciekawsze kwiatki. Gamonie, powtarzam. I czekam, aż będzie można wywalić z roboty pierwszego z nich - wtedy reszta zmądrzeje. A co do tajemniczości PKP: sorry, jestem złym adresatem. Moi pracownicy wiedzą wszystko o firmie, sam im to piszę i mówię.

W tej sprawie to już mój ostatni post. Bo i tak - ja swoje, Panowie swoje, a rynek - jeszcze swoje.

Na kogo oddać głos w zblizających się wyborach???

... dajcie spokój przecież to wybory samorzć…dowe, liczy sić™ dobre zarzć…dzanie miastem a nie ideologia lepiej zacznijcie "modÅ‚y" zeby Wojciechowski poparÅ‚ wÅ‚aÅ›ciwego kandydata (Wasilewskiego?) i zostaÅ‚ viceprezydentem, myÅ›le ze ma duże szanse na taki ukÅ‚ad....
wówczas ten "wirtualny" sponsor bć™dzie jakby bliżej TÅ»
PS
popatrzcie na WrocÅ‚aw 90% dla urzć™dujć…cego prezydenta



W obecnej sytuacji uklad "prezydent Wasilewski - wiceprezydent Wojciechowski" to chyba sensowne rozwiazanie - pytanie tylko, czy Wasilewski przyjmie takie rozwiazanie czy tez uzna, ze prawicowy elektorat i tak nie poprze Sierakowskiej, wiec nie musi dzielic sie wladza z Wojciechowskim. No i drugie pytanie - czy Wasilewski bedzie mial dobrych doradcow, bo doswiadczenie samorzadowe ma chyba zadne?

Co do stwierdzenia, ze nie liczy sie ideologia, a jedynie dobre zarzadzanie miastem... Ja Sierakowskiej nigdy nie popre - ktos, kto byl w PZPR do konca, kiedy juz nawet najbardziej naiwni i najmniej rozgarnieci wiedzieli, jakie zbrodnie ma na koncie PRL - ten te zbrodnie zaakceptowal. Sierakowska nie wstydzi sie swej przeszlosci, mam wrazenie, ze wrecz odnosi sie ze swa przeszloscia i jest z niej dumna. Kpi w ten sposob z ludzi, ktorzy w PRL byli przesladowani, wiezieni czy karani smiercia. Wiem, ze ona nie przesluchiwala, wiem, ze ona nie zamykala drzwi celi za wiezniami politycznymi, wiem, ze nikomu nie zakladala petli na szyje. Ale to wszystko zaapceptowala - a naiwni niech wierza, ze to taka dobra "ludzka" dzialaczka, nieswiadoma zla, jakie ludziom zgotowal popierany przez nia system.

Sierakowska skreslilem ze wzgledow ideologicznych - dla rownowagi Pruszkowskiego ze wzgledow merytorycznych - okazal sie nieudacznikiem a prawicowe poglady nie mogly zbilansowac jego nieudolnosci. Dobre jest chociaz to, ze nie bedzie drugiej tury Sierakowska - Pruszkowski, kiedy nie byloby na kogo oddac glosu. Szkoda porazki Zbigniewa Wojciechowskiego, ale i ten werdykt demokracji musimy zaakceptowac. Moze jednak uda sie Z. Wojciechowskiego jakoÅ› na lokalnej scenie politycznej zagospodarowa㇠- chociażby we wspomniany na poczatku postu sposób, czyli wiceprezydenta. Tego Mu teraz zycze - pozdrawiam

To mam dla Ciebie, dobrć… wiadomoÅ›ć‡- ponieważ dziÅ› w goÅ›ciu 3 na TVP 3, pani redaktor zadaÅ‚a pytanie coÅ› w rodzaju, czy elektorat pana wojciechowskiego, bć™dzie potrzebny w II turze i czy jest opcja, że Wojciechowski zostanie vice-prezydentem to:
Sierakowska, chyba udaÅ‚a, że nie sÅ‚yszy, powiedziaÅ‚a tylko, ze ona nie chce niczyich gÅ‚osów tylko na poparcie spoÅ‚eczeÅ‼stwa
Wasilewski- coÅ› w stylu, że wszystko jest możliwe i powiedziaÅ‚ wyraźnie, ze na pewno jeżeli on wygra to 2-3 polityków bć™dzie w ratuszu, którzy nie koniecznie musieli by㇠w PO.

Dlatego wierzć™, że Zbycho, bć™dzie vice-prezydentem

W masce czy bez maski


Tomciu, raz jeszcze zrobię w Twoim kierunku gest, choć mnie już
dwukrotnie zawiodłeś.  Próbowałem z Tobą poważnie rozmawiać, ale
po kilku rundach porzucałeś wątek, tak jak to teraz sam wytykasz
łosiowi czy przewodziowi.


:-)

Choć przykro przyznać, jesteś jednak jedynym, który podiął tu dyskusję,
jakgdyby nawet nieco na temat.  W sumie to straszne, ale do czegoś
mnie jednak zobowiązuje, więc postanowiłem Ci odpisać.


Hm. :-)

Ale jeśli znów się zbłaźnisz to klapa, następnej szansy już nie będzie.


:-)

Choćbyś mi tu po stokroć deklarował uwielbienie i psie oddanie.  Nie
poszkap się więc.


:-)

BTW, Twoje usilne, nieudaczne próby aby wyjść na wielce dowcipnego
przyprawiają mnie o mdłości.


Mdlosci. Czytalem "Mdlosci" Sartre'a. Na temat naszej dyskusji.
Przepraszam, zapomnialem, ze ty nie czytasz nawet wlasnych postow.
Przewodas powiedzial, ze to dobrze czytac co sie pisze. ;-)
Jak nie bedziesz czytal tego co piszesz, to skieruje Cie na
nauczanie poczatkowe filozofii do Przewodasowego Manekina.

A więc pytanie:  Co zrobić z własną treścią?
| Poddać publicznej weryfikacji.
AW:  Słuszność.  I niech się dzieje co chce.


Tak.

| Chować ją czy dać jej
| pełen wyraz, kamuflować ją czy uzwenętrzniać?
| AWuniu, nikt z nas nie ma prawdy w sobie. Ona nie jest nam dana. Jest
| tylko jedna prawda i kiedy ją znajdziemy będziemy wszyscy mieli
| jednakowe serca.
AW:  Bredzisz, Tomeczku.


Coz. Jak zwykle. A swiat nauki, jak zwykle mi wtoruje. Tak bredza
takie glowy jak Russell, Whitehead, Wittgestein, Schlick, Noritz,
Heller...

Pamietaj, ze bredzi takze Przewodas, Kowdlar, Wladyslaw ... ;-)

| Skoro jej nie mamy, to skąd możesz wiedzieć czy
| jest ona jedna, czy akurat jest ich czterdzieści siedem?


Dokladnie rzecz biorac to 44. Czytales "Czy Bog gra w kosci?"?
Przepraszam, ciagle zapominam, ze Ty nie czytasz nawet siebie.

I skąd możesz znać konsekwencje  jej poznania?


Zrozum, o prawdzie mozna Dyskutowac tylko na gruncie matematyki.
A Ty nie wiesz nawet jaka jest roznica miedzy inherencja
a inhalacja. Staram sie tylko przekonac Pana, Panie zadufku, zebys
Pan wzial do reki kilka ksiazek i przeczytal.

Na razie nikt z nas nie ma prawdy w sobie, wszyscy
mamy fałszywy (mniej lub bardziej obraz świata).
AW:  Skoro tak, to i Ty nie jesteś wyjątkiem.  Wobec czego Twoje emfatyczne
zapewniwnia na ten temat też mogą być fałszywe, zgodnie z Twoją własną tezą.


Slusznie. I to jest sedno sprawy. Bog dal nam pewne wskazowki odnosnie
tego jak prawdy szukac. Nalezy szukac jej przez matematyke. Narzedzia
sa, poszukiwania trwaja. Zrozum, ze nawet metafizyka daje sie uprawiac
sumiennie tylko jako system matematyczny. "We believe that metaphysics
should strive for no less than mathematics" Ed Zalta, Standford
University.
Tak mysla wielcy tego swiata. Otworz oczy, AW. Blagam Cie, otworz oczy!

Pokażesz światu własne JA, swoje prawdziwe oblicze, to cię ukrzyżują.  I
jak
tu stanąć na wysokości zadania?  Ot, dylemat!
Stanąć na wysokości zadania, jak mówi Ojciec Święty możemy
dopiero wtedy, gdy całe swoje życie, każdą chwilę i wolną myśl
poświęcimy prawdzie. Inaczej błądzimy.
AW:  Cóż żeś się tak tej prawdy uczepił, jak rzep psiego ogona?


Czytales Fides et Ratio? Nie! Przeczytaj, bo tam wlasnie Ojciec
Swiety tlumaczy, dlaczego powinnismy uczepic sie prawdy, jak powiadasz,
jak rzep psiego ogona.

Kto Ci

powiedział, że mamy szukać nieprawdy?  Czyż to nie truizm?   Szukanie prawdy
to uczciwość w stosunku do samego siebie.


Szukanie to uczciwosc, a jablko to gruszka. Stal facet na moscie, a
drugi
mial trampki. Tak wlasnie wyglada rozmowa z Toba.

Oczywiście, że wielu się przed tym wzbrania, bo wolą tymczasową namiastkę
błogostanu.  Ale Ty trajkoczez o tym jak zdarta płyta.


The broken record's title is Fides et Ratio. Ever heard?

Chronimy je na nieznaną przyszłość. Wiemy, że obecny świat jest im
nieprzychylny.
AWunia, szukajmy prawdy!
AW:  OK, Tomciu, niech Ci będzie PRAWDA.  Oto ona:
...posiąść umiejętność aby widzieć rzeczywistość w sposób niezakłócony
   przypisanymi znaczeniami;


Zbudowac model. Matematyka.

...widzieć wszystko w wymiarze absolutnym;


Odnalezc absolut. Matematyka.

...widzieć rzeczywistość jako pierwotną całość i ciągłość, bez sztucznych
   granic i podziałów;


Jednolita nauka. Matematyka.

...umieć się wyzwolić od ograniczającej nas wiedzy nabytej;


Metafizyka. Matematyka.

...umieć wrócić do świeżości postrzegania poprzedzającej wszelkie pojęcia i
   interpretacje;


Metafizyka. Matematyka.

...wyzwolić się od nabytych uprzedzeń i ograniczeń;


Obywatel swiata. Matematyk.

...przełamać konwencję!


Chaos. Matematyka.

To taka goła PRAWDA.  Prawda, że pociągliwa?


Matematyka? Pociagliwa nieodparcie!

Nie jest to świat, gdzie człowiek jest najwyższym priorytetem, w którym
wszystko istnieje aby mu służyć i umożliwiać optymalny rozwój.  Człowiek i
jego odczucia stały się tu drugorzędne.
A kim jest człowiek? Hodowcą gatunków rzeźnych. Na co człowiek
zasłużył sobie wobec świata, wobec Boga?!
AW:  Człowiek, mój małpiszonie, jest upadłym bogiem.


Zobaczmy. Sylogizm kategoryczny (Arystoteles):

Czlowiek jest (upadlym) Bogiem.
AW       jest czlowiekiem.
--------------------------------
AW       jest (upadlym) Bogiem.

Hm. AW jest upadlym Bogiem. AW jest Bogiem. Jestes Bogiem AW,
wszystko rozumiem.

PRZECIEZ ........ TY ........ JESTES  ........ BOGIEM!

Dopiero teraz sie zorientowalem. Przepraszam Cie Panie Boze!
Ale od razu nie poznalem. :-)

Upadli bogowie powinni odzystkać należne im dziedzictwo.
Ludzie to bogowie zadający sobie kłam - bogowie, którzy przyjęli fałszywe
(samodeprymujące) pierwotne założenie.


Lekcja buddyzmu. Sympatycznie.

Widzisz Tomciu, Ty też jesteś ofiarą systemu, a jako taka, sądzisz, że Cię
nie ma.
A jako nieistniejący, potrzebujesz dowartościowania  z zewnątrz.  A to
kardynalny błąd.
Bo widzisz, na zewnątrz ZAWSZE przywita Cię tylko dwoistość.
Tu nigdy nie wiadomo czy szklana jest pół-pełna czy półpusta.
To co na zewnątrz, podlega przynajmniej dwóm równorzędnym, choś
przeciwstawnym interpretacjom.
I dlatego szukasz desperacko swojej prawdy, ale nie możesz jej znaleźć.
I jej NIE ZNAJDZIESZ!


Znalazlem droge do prawdy. I probuje sie podzielic, dlatego tutaj
jestem.
Ale Ty potrafisz mi tylko ublizac. Od Bogow mnie wyzywac. :-(

Znajdziesz ją dopiero wtedy, gdy zaczniesz patrzeć do wewnątrz.
Bo pewniki muszą sie opierać o jednoznaczność, a jednoznaczne są jedynie
wewnętrzne (subiektywne) odczucia.


Oczywiscie nie istnieje rzeczywistosc subiektywna.

To ich pierwotny posmak i JAKOŚĆ stanowią PRAWDĘ, której wyglądasz pod
każdym krzaczkiem.
A tak naprawdę, to jest wręcz odwrotnie niż myślisz.
To właśnie TY dowarościowujesz świat zewntrzny, w takim zakresie w jakim weń
wierzysz.
Negując samego siebie, wywyższasz świat zewnętrzny i przekazujesz mu należną
Ci wartość.  I ta zaporzyczona od nas wartość podtrzymuje świat.
Człowiek musi zrozumieć, że jest upadłym Bogiem, aby powstać z kolan.
Musi zrozumieć, że boskość jest jego pierwotnym, choć uśpionym atrybutem.
W przeciwnym razie, podlegając fałszywej religii, człowiek jest  deprymowany
w stosunku do Boga.
Siły ciemności od wieków pracują nad tym, abyśmy nie uzmysłowili sobie
naszej pierwotnej, boskiej natury.


Jasne! Twoje sily ciemnosci nie dostaly sie jednak do niektorych
encyklopedii i nie zabanowaly np. artykuly nt. tezy Churcha-Turinga,
ktory
mowi to samo, tylko jezykiem cywilizowanych ludzi!!!!!!!!!!!!!!

http://plato.stanford.edu/entries/church-turing/

http://en.wikipedia.org/wiki/Church-Turing_thesis

http://mathworld.wolfram.com/Church-TuringThesis.html

http://www.absoluteastronomy.com/encyclopedia/C/Ch/Church-Turing_thes...

Ale przeciez Ty nie masz zielonego pojecia nt. tego co mowi
CTT! Bredzisz jak male dziecko! Kliknij ten pierdolony link
i przeczytaj, CZLOWIEK JEST BOGIEM, powiedziane w jezyku
matematyki, czarno na bialym! Jest to publiczna tajemnica,
ktora Ty wlasnie, przede mna odsloniles.

Człowiek, który wierzy że prawda i Bóg są poza nim, sam staje się niczym.
Jako dzieci Boga, jesteśmy wolni i godni tego, co należne Bogom.  Jaki
kochający rodzić chce, aby jego dzieci korzyły się przed nim jak nędzne
robaki?


Etyka jest aposteriori, i pisalem o tym juz 1,000,000 razy.

http://plato.stanford.edu/entries/game-ethics/

Boga dlatego należy więc szukać w sobie, nie na zewnątrz.


Na drodze, ktora nazywa sie matematyka.

Oznacza to koniec wszelkich kompromisów.
Jeśli świat okazuje się upodlony i nieidealny, masz prawo powiedzieć mu NIE!
Masz prawo domagać się ideału bezwarunkowo i bezapelacyjnie.


Idealem jest matematyka.

Jeśli ceną jest ból i śmierć, niech się tak stanie!
To będzie droga, która pozwoli Ci odzyskać należną Ci boskość!
Niech będzie matematyczie:  Bóg = zbiór wszystkich zbiorów.   Wobec tego,
wszystko mieści się w Bogu.  Nic nie jest poza Nim, i nic nie może być
przeciw niemu.
Człowiek jest podzbiorem Boga.  Bóg w sobie mieści ludzkie podzbiory.
Dzięki temu wszystko jest w Bogu, a Bóg jest we wszystkim.  Człowiek
znajduje w Bogu potwierdzenie i podtrzmanie.


Nie istnieje zbior wszystkich zbiorow. Tak ja nie mozna
powiedziec, kto goli fryzjera, ktory goli tylko fryzjerow, ktorzy
nie gola siebie. Nawet Bog ma pewne ograniczenia.

Każdy Bóg musi wierzyć w BOGA.  Nie jako coś oddzielnego, ale jako samo
sedno własnej istoty.  To jedyny sposób na uzyskanie boskiej mocy.


A kazdy facet, ktory stoi na moscie moze stac na moscie. Przypominasz
mi prorokow z Zywota ...

więcej »

Hibernacja

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Do rozpocz?cia II ligowego sezonu pozosta?o niewiele ponad 4 tygodnie. Niby du?o czasu, gdy ma si? stabiln? kadr?, niez?ych ekspert?w i przede wszystkim wiedz?, kt?r? ja mozolnie zbiera?em na prywatnych lekcjach u [b]Pana Cezarego[/b]. Kiedy wszyscy ?wi?towali zwyci?stwo nad [b]Reggina[/b], ja siedzia?em ju? w [b]Piastunce[/b] i wraz z moim mentorem przegl?dali?my plan pozosta?ych meczy sparingowych. W kolejce czeka?y natomiast stosy raport?w i opis?w potencjalnych wzmocnie?. ?eby by?o ciekawiej prezes [b]Wieczorek[/b] r?wnie? nie pr??nowa? czego efektem by?o podpisanie 16 lipca umowy o wsp??pracy ze [b]Szczakowiank? Jaworzno[/b].

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
W klubie przebywa obecnie 18 pi?karzy na testach, w tym takie nazwiska jak [b]Mieczyslaw Agafon[/b], [b]Adam Piekutowski[/b], [b]Jacek Paszulewicz[/b], [b]Mariusz Plizga[/b]. Oczywi?cie o tym, ?e to nie nazwiska, ale zawodnicy graj? wiedzia?em nawet ja. Kadra na chwil? obecna jest bardzo szeroka i dobrze by by?o gdyby taka zosta?a. Problemem jest natomiast do?? skromny bud?et p?acowy. Nawet po przesuni?ciu wszystkich dost?pnych ?rodk?w z bud?etu transferowego, nie uda si? zatrudni? wszystkich trenuj?cych z nami zawodnik?w. Nie pomog?o nawet odwo?anie wszystkich meczy sparingowych na wyje?dzie i rezygnacja z obozu przygotowawczego za granic?.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Musz? przyzna?, ?e bardzo szybko i bez wi?kszych trudno?ci zanurza?em si? w moja now? prac?. Powiem wi?cej, ca?a ta karuzela zaczyna?a mnie wci?ga?. Rano bra?em udzia? w porannych treningach wraz z zawodnikami. Dzi?ki temu uda?o mi si? pozna? zawodnik?w z innej ni? raportowej strony. P??niej, kr?tka rozmowa z trenerami i sprint do mieszkania na zaj?cia z panem [b]Cezarym[/b]. Wszystko tak zaplanowane, ?eby zd??y? na popo?udniowe zaj?cia. Tam z trybun przygl?da?em si? mojej dru?ynie. Mo?ecie si? ?mia?, ale zacz??em nosi? klubow? czapeczk? nawet.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Na dobr? spraw? obowi?zki managera wype?ni?y mi kalendarz tak szczelnie, ?e nie mia?em czasu na ?ycie osobiste. Zreszt? co to za ?ycie? Kobieta za kt?r? przyjecha?em na ?l?sk nadal nie chcia?a si? do mnie odzywa?.. w tych chwilach traci?em wiar? we wszystko co robi?em. Dopada?a mnie dziwna nico?? i nie-chciejstwo. Na szcz??cie z takiego letargu zazwyczaj budzi? mnie telefon. Tutaj musz? przyzna?, ?e powoli zacz??em si? stawa? rozpoznawaln? postaci?. Zacz??em odbiera? telefony z gratulacjami po udanych meczach, propozycje agent?w pi?karzy, maile od kibic?w. Ca?kiem mi?e uczucie. Stara?em si? r?wnie? regularnie odwiedza? siedzib? klubu. Nie ukrywam celu tych wizyt – c?rka prezesa, [b]Marlena[/b]. Przyjemnie by?o Zamienic z ni? kilka zda?, po?artowa? no i popatrze?.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Staraj?c si? wzmocni? sk?ad przed rozpocz?ciem rozgrywek [b]Piast[/b] zmuszony by? szuka? dodatkowych funduszy sprzedaj?c kilku zawodnik?w. Oczywi?cie w porozumieniu z panem [b]Cezarym[/b] przygotowa?em list? zawodnik?w do sprzeda?y i tych, kt?rych za ?adne skarby na ?wiecie nie sprzedamy - przynajmniej w teorii.. 14 lipca kwadrans po pierwszej zadzwoni? do mnie prezes:

[b]P.W.[/b]: [i]Cze?? Pawe?. Mam dla Ciebie dwie wiadomo?ci, jedn? z??, drug? dobr?[/i] – wysapa?.
[b]Ja[/b]: [i]Dzie? dobry panie prezesie. S?ucham z niecierpliwo?ci?[/i] – zastanawia?em si? co on znowu wymy?li?.
[b]P.W.[/b]: [i]Zaczn? od tej dobrej. Znale?li?my dodatkowe fundusze na transfery i p?ace, tak oko?o 1miliona z?otych. Dobra wiadomo??, prawda?[/i]
[b]Ja[/b]: [i]?wietnie, to znaczy, ?e b?d? m?g? zatrudni? kilku nowych graczy.. a ta z?a wiadomo???[/i]
[b]P.W.[/b]: [i]No c??, jak by to powiedzie?.. te pieni?dze pochodz? z transferu.. wiesz sprzedali?my [b]Macka Michniewicza[/b]. Nawet nie mia?em czasu skonsultowa? tej decyzji z tob?. [b]Lech Pozna?[/b] zaoferowa? 1’400’000 z?otych, a takich ofert si? nie odrzuca.. Mam nadziej?, ?e rozumiesz..[/i].
[b]Ja[/b]: [i]..tak doskonale rozumiem panuj?ce w pi?ce realia[/i] – odpar?em powstrzymuj?c si? od ca?e wi?zanki niecenzuralnych epitet?w. Przecie? Maciek to filar naszej obrony.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
W taki oto spos?b przebrn??em przez kolejn? lekcj? futbolowego rzemios?a. Z ca?ej sytuacji najbardziej rozbawiony by? pan [b]Cezary[/b], kt?ry kr?tko podsumowa? „Hehe.. a wi?c stary [b]Wieczorek[/b] skusi? si? na kas? – tak jak przewidywa?em. Dobrze, ?e chocia? na dosta?e? dodatkow? kas?”. Nie pozosta?o mi nic wi?cej jak powiadomi? zesp?? o tym przedsi?wzi?ciu prezesa i ?yczyc zawodnikowi powodzenia. Po po?udniu 18 lipca [b]Maciek[/b] by? ju? oficjalnie nowym zawodnikiem [b]Kolejorza[/b].

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Ca?y czas rozgrywali?my mecze na stadionie przy ulicy Okrzei. Po kolei go?cili?my nast?puj?cych przeciwnik?w:

08.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]FC Nantes 1:1[/b]

11.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]Levante Union Deportiva 1:2 [/b]

14.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]Alumina 3:1 [/b]

18.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]Riga 7:0 [/b]

21.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]Crvena Zvezda (D) 5:1 [/b]

24.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b]FC Spartak Tbilisi 7:0 [/b]

28.07.2008 [b]GKS Piast Gliwice[/b] – [b] Brescia Calcio 2:1 [/b]

Nie chcia?em si? koncentrowa? na ocenach poszczeg?lnych zawodnik?w, zw?aszcza, ?e za namowami pana [b]Cezarego[/b] pr?bowali?my r??nych wariant?w taktycznych i r??nych zawodnik?w. Oczywi?cie wyniki by?y bardzo dobre i napawa?y optymizmem przed pierwsz? kolejk? rozgrywek ligowych.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Tutaj nale?a?oby nadmieni? jeszcze jeden do?? istotny szczeg??, kt?ry mia? olbrzymi wp?yw na morale gr? mojego zespo?u. Kolejny telefon od prezesa:

[b]P.W.[/b]: [i]Cze?? Pawe?. Mam dla ciebie kolejn? dobr? wiadomo??[/i] – znowu zasapany g?os, ja ju? sobie zacz??em wyobra?a? kogo uda?o si? sprzeda? prezesowi.. [i]Po ci??kich negocjacjach uda?o si? nam podpisa? umow? z.. [b]Legi? Warszawa[/b]!! Tak, tak z ta [b]Legi?[/b]. Co lepsze, postanowili wypo?yczy? nam 5-ciu pi?karzy: [b]Martins Ekwueme[/b], [b]Radoslaw Mikolajczak[/b], [b]Kamil Majkowski[/b], [b]Marcin Smolinski[/b] oraz wschodz?ca pere?ka rodzimego futbolu [b]Kamil Grosicki[/b]. No i co ty na to??[/i] – wr?cz krzycza? z podniecenia prezes.
[b]Ja[/b]: [i]O ?esz krucezeks.. [/i] – zamurowa?o mnie totalnie. Czegos takiego si? nie spodziewa?em.
[b]P.W.[/b]: [i]Widz?, ?e ci? zatka?o. ?adnych uszczypliwych komentarzy tym razem nie b?dzie?[/i] – doda? weso?ym tonem. [i]Taki sukces nale?y odpowiednio celebrowa?. Zapraszam do siebie na ma?e przyj?cie 1 czerwca. Obecno?? obowi?zkowa, a i moja c?rka oczywi?cie te? b?dzie[/i] – doda? ju? zupe?nie rozbawionym g?osem.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Podsumowuj?c okres przygotowawczy, dru?yna rozegra?a 11 spotka?, wszystkie w Gliwicach. Siedem zwyci?stw, dwa remisy i dwie pora?ki. ??cznie moi podopieczni strzelili 29 bramek trac?c 11. Daje to ca?kiem dobre ?rednie [b]2,64[/b] bramek strzelonych i [b]1[/b] bramka stracona na mecz. Gdyby tak ch?opcy grali w lidze to o awans nie musia?bym si? wcale martwi? – tego samego zdania jest pan [b]Cezary[/b].
??cznie klub przetestowa? 21 pi?karzy, z kt?rych zatrudniono 11. Do klubu uda?o si? wypo?yczy? 10 zawodnik?w, sami natomiast wys?ali?my 3 do [b]Szczakowianki Jaworzno[/b]. Klubowi uda?o si? sprzeda? 7 zawodnik?w za ??czn? kwot? 1,55 mln z?otych. Prezes zapewni? mnie o ca?kowitym poparciu zarz?du dla moich dotychczasowych dzia?a? oraz o dalszych wzmocnieniach. Musz? przyzna?, ?e powoli ca?e Gliwice zaczyna?y ?y? pi?k? no?n? i spekulacjami na awans [b]Piastunek[/b] do Ekstraklasy.

[center]≈≈ • ≈≈[/center]
Kadra, kt?r? uda?o si? nam zgromadzi? na nadchodz?cy sezon, z ?atwo?ci? powinna pozwoli? nam spe?ni? za?o?one cele. Aczkolwiek lokalnego entuzjazmu nie podziela?y krajowe zak?ady
bukmacherskie, kt?re w?r?d g??wnych kandydat?w do awansu upatrywa?y w: [b]Polonii Warszawa[/b], [b]Arce Gdynia[/b], [b]Lechii Gda?sk[/b], [b]Wi?le P?ock[/b] i [b]?l?sku Wroc?aw[/b]. Nas skazywano na zaj?cie [b]8[/b] miejsca, a szanse na zwyci?stwo oceniano na 25-1. R?ce zaciera? [b]Cezary[/b], kt?ry by? przekonany, ?e to my wygramy i w sumie dzi?ki jego optymizmowi ja sam postanowi?em postawi? jeszcze wi?cej pieni?dzy w [b]Piasta[/b].

Korupcyjny proceder w PKP IC

Panie Wojtku, jeszcze tylko moment poza tematem.

To nieprawda, że AW rządzi wszystkim na kolei, łącznie z kursami pociągów. Od tego są władze spółek. Gdyby było inaczej, to we Włoszczowej stawałyby wszystkie pociągi, na przykład.

Ja Pani - i Państwu - powiem więcej, w sprawie pociągów PKP PR: ogromnie dużo jest lub może być rentownych! Zrobiliśmy niedawno - w ramach zabaw intelektualnych - bardzo dokładną analizę jednej linii PR. Zysk, który możnba by na niej wygenerować, gdyby nie nawis administracji i przerost zatrudnienia, plus lepsza organizacja, po prostu zwalił mnie z nóg. Całkowicie! Chciałbym mieć tylko jedną taką linię dla siebie! A weźmy inną - Białystok-Ełk; tej sobie nie liczyłem, ale wiem od znawców tematu, że to była jedna z bardziej rentownych linii w Polsce! I zamknięto na niej połączenia! A trasa z Poznania do Rawicza? A inne? Nie wspomnę, bo to nie miejsce.

Problem na długich trasach w Polsce dotyczy wysokich stałych kosztów i ciągle za niskich cen biletów (przy tym poziomie kosztów, jaki generuje państwowe PKP). To, na przykład, wykańcza komunikację nocną. I w takim samym układzie wykańczało dalekobieżne połączenia przejęte od PKP PR - brakowało pasażerów, by dopełnić kieszeń z przychodami, a koszty były bardzo wysokie. Tymczasem wystarczyło, by wskaźnik zapełnienia w pociągach podniósł się o kilka-kilkanaście procent i nagle rentowność wracała. Tak było z TLK, droga Pani.

Pytanie o to, kto mnie polecił Wachowi... Otóż nikt, wierzy Pani? Złożyłem, jako człowiek prowadzący działalność gospodarczą, ofertę firmie PKP Energetyka (to branża, którą - tak się składa - nieźle znałem). Pojechałem na spotkanie, był październik 2004 roku, przyjął mnie wiceprezes Skobel, w trakcie spotkania wszedł jego szef, Andrzej Wach. Było to dwie godziny przed posiedzeniem rady, która miała go desygnować na szefa całego PKP. Wach zadał parę zdawkowych pytań, nie z nim byłem przecież umówiony, po czym spytał - a co by pan zmienił na kolei, gdyby to od pana zależało? Więc mu naplotłem, pamiętam, strasznych bzdur o promocji, czystości, ofercie itp. Ja - nie jeżdżący pociągami! Wróciłem nocą do domu i wkuty na siebie, że nagadałem Wachowi takich głupot, nieprzygotowany do rozmowy, późną nocą napisałem 12 stron programu zmian na kolei, widzianych moimi oczami. Odetchnąłem skończywszy pisać, bo wydawało mi się, że wychodzę z twarzą. Wysłałem maila do Wacha, poszedłem spać przed piątą rano, o dziewiątej obudził mnie Wach (miał wizytówkę) i zapytał, czy chciałbym ten program wcielić w życie. Odparłem, że tak. Więc umówiliśmy się na 14, do Warszawy poleciałem samolotem (widzicie? nie koleją), to był czwartek, spotkał się ze mną zarząd PKP SA, obroniłem program Jacka P (marketingu dla całej kolei, nie dla IC, jeszcze nie wtedy) i od poniedziałku, bodaj 22 października zacząłem pracę w PKP SA.

I co? Sensacja? Układ? Polityka? Nic z tego, proszę Pani, dzieło przypadku. Gdzieżby mi przez głowę przeszło, że będę pracował na kolei! Miałem wtedy wiele zleceń konsultingowych, to był mój żywioł, doradzanie różnym firmom, głównie prywatnym. A samo wejście do IC to efekt mojego uporu, pomysłów i programu, o którym opowiadałem najpierw Wachowi, a potem pozostałym członkom zarządu PKP SA. Oni po prostu uznali, że warto mi dać szansę. Mogę szczerze? Byłem strasznie nagrzany na ten pomysł, przekonany, że wiem co mam zrobić i w jakim czasie. Związkowcy wyśmiali mój program, w pierwszym dniu, na spotkaniu z zarządem PKP, kiedy żądali odwołania mojej nominacji, a potem dali mi trzy miesiące na jego realizację. I wie Pani co? Ja go w całości zrealizowałem, wszystko. Nawet książki na pokładzie pociągu, wypożyczalnia. Wszystko i więcej niż sobie założyłem. Może miałem szczęście, a może to koniunktura, a może odrobina umiejętności i wiary, że WIEM, co trzeba zrobić. I do dziś jestem pełen podziwu wobec Wacha i zarządu PKP SA, że mieli odwagę podjąć taką decyzję. Bo mogli wstawić prawdziwego kolejarza, zaklepać stary układ, robić to co zawsze. Tak by im było wygodniej, a jednak wzięli niegrzecznego chłopaka z ulicy.

Że ominęły mnie powyborcze roszady? One mnie właśnie zaczęły dotykać... Tak to ujmę. Może trudno było od razu posunąć faceta, który miał sukcesy?

A co do KOW-u. Czy namieszałem? Pomogłem spółce podnieść kapitał zakładowy z 25 do 250 tysięcy złotych, dzięki czemu stać ją było na inwestycje sprzętowe. Pomogłem przygotować nową makietę (stara była okropnie kolejowa). Pomogłem w`pozyskaniu nowych piór i nie przeszkadzałem, kiedy szef wywalał stare, zwłaszcza jedno, które dziś także nie błyszczy w innym miejscu kolejowego dziennikarstwa... I chciałem, żeby to była alternatywa dla Wolnej Drogi, pisma, które konserwuje kolej w jej starym, socjalistycznym wydaniu, podlewając to sosem solidaryzmu i innego ideologicznego badziewia, zajmując się tzw. wielką polityką (vide bełkot redaktora naczelnego i jego ambicje), a nie sprawami zwykłych kolejarzy. I myślę, że dzisiejszy Kurier PKP jest dużo lepszy od tego, który zastałem w 2004 roku. No i nie przynosi strat, a to też ważne. A w samej redakcji byłem dokładnie pięć razy. W tym raz po to, by wytknąć dziennikarzom błędy ortograficzne, gramatyczne, składniowe i techniczne. To też warto mieć na uwadze.

Więcej już nic poza tematem, słowo humoru! Dobrej soboty, choć pada.

[rs]Dinozaury polskiej piosenki - 8 cd

Dinozaury CD1

Ada Rusowicz - Mój pierwszy walc.mp3
ANDRZEJ BOGUCKI - Czerwony Autobus.mp3
Czerwone Gitary - TAKIE ?ADNE OCZY.mp3
Czerwone Gitary - Wróćmy nad jeziora.mp3
I. Cembrzyńska i B. ?azuka - W siną dal.mp3
Jerzy Połomski - Czy Pani mieszka sama.mp3
Kasia Sobczyk - Mały KsiaŻe.mp3
Kasia Sobczyk - Trzynastego.mp3
Kazimierz Grześkowiak - Chłop Żywemu nie przepuści.mp3
MACIEJ KOSSOWSKI - Wakacje z blondynką.mp3
MIECZYS?AW FOGG - Mały biały domek.mp3
Niebiesko-Czarni - Głęboka Studzienka.mp3
NO TO CO - Po ten kwiat czerwony.mp3
No To Co - TE OPOLSKIE DZIOUCHY.mp3
SKALDOWIE - Cała jesteś w skowronkach.mp3
SKALDOWIE - Wszystko mi mówi, Że mnie ktoś pokochał.mp3
Sława Przybylska - OKULARNICY.mp3
WOJCIECH KORDA - NIEDZIELA B?DZIE DLA NAS.mp3
Wojciech Młynarski - Jestesmy na wczasach.mp3



Dinozaury CD2

Andrzej Dąbrowski - Do zakochania jeden krok.mp3
Blackout - Anna.mp3
Bogdan?azuka - Umówiłem się z nią na dziewiątą.mp3
Grupa I - Radość o poranku.mp3
Halina Kunicka - Orkiestry dęte.mp3
Jan Kiepura- Brunetki blondynki.mp3
Jan Pietrzak - Pamiętajcie o ogrodach.mp3
Julian Sztatler - Wio koniku.mp3
Kabaret Starszych Panów - Piosenka jest dobra na wszystko.mp3
Karin Stanek - Jedziemy autostopem.mp3
Karin Stanek - Wala twist.mp3
Mieczysław Fogg - Tango Milonga.mp3
Mieczysław Wojnicki - KaŻdemu wolno kochać.mp3
Mieczysław Wojnicki - Zakochani są wśród nas.mp3
Natasza Zylska - Bajo Bongo.mp3
Quorum - Ach co to był za ślub.mp3
Rena Rolska- Złoty pierścionek.mp3
Skaldowie - Medytacje wiejskiego listonosza.mp3
Tadeusz Woźniak - Zegarmistrz światła.mp3
Zbigniew Kurtycz - JuŻ taki jestem zimny drań.mp3



Dinozaury CD3

Bogdan ?azuka - Dzisiaj jutro zawsze.mp3
Czerwone Gitary - Nie zadzieraj nosa.mp3
Ewa Demarczyk - Karuzela z Madonnami.mp3
Helena Majdaniec - Rudy rydz.mp3
Jerzy Połomski - Ta ostatnie niedziela.mp3
Karin Stanek - Chłopiec z gitarą.mp3
Kasia Sobczyk - O mnie się nie martw.mp3
Maria Koterbska - Augustowskie noce.mp3
Maria Koterbska - Serduszko puka w rytmie cha-cha.mp3
Marta Mirska - Wesoły pociąg.mp3
Mieczysław Fogg - Piosenka o mojej Warszawie.mp3
Mieczysław Wojnicki - Jabłuszko pełne snów.mp3
Mieczysław Wojnicki - Nie płacz kiedy odjadę.mp3
Piotr Szczepanik - Kochać.mp3
Stan Borys - Spacer dziką plaŻą.mp3
Stenia Kozłowska - Prócz nas nie mamy nic.mp3
Tadeusz Skrzypczak - Siedem czerwonych róŻ.mp3
Violetta Villas - Dla ciebie miły.mp3
Wojciech Gąsowski - Zielone wzgórza nad Soliną.mp3
Zbigniew Kurtycz - Cicha woda.mp3



Dinozaury CD4

Alibabki - Kwiat jednej nocy.mp3
Bolter - Daj mi tę noc.mp3
Breakout - Kiedy byłem małym chłopcem.mp3
Czerwone Gitary - Anna Maria.mp3
Czerwone Gitary - Bo ty się boisz myszy.mp3
Filipinki - Batumi.mp3
Halina Frąckowiak - Napisz proszę chociaŻ krótki list.mp3
Halina Kunicka - To były piękne dni.mp3
Jerzy Połomski - Cała sala śpiewa z nami.mp3
Kalina Jędrusik - Bo we mnie jest sex.mp3
Kalina Jędrusik - Jesienna dziewczyna.mp3
Krzysztof Klenczon - Matura.mp3
Ludmiła Jakubczak - Gdy mi ciebie zabraknie.mp3
Maria Koterbska - Brzydula i rudzielec.mp3
Maria Koterbska - Parasolki.mp3
Mieczysław Fogg - Siwy włos.mp3
Piotr Szczepanik - ?ółte kalendarze.mp3
Sława Przybylska - Pamiętasz była jesień.mp3
Stan Borys - Anna.mp3
Trzy Korony - 10 w skali Beauforta.mp3



Dinozaury CD5

Czesław Niemen - Kalakolczik.mp3
Edyta Geppert - Jaka róŻa taki cierń.mp3
Halina Kunicka - Czambałałajka.mp3
Irena Santor - Irena Santor - Walczyk na cztery ręce.mp3
Jarema Stępowski - Taksówkarz warszawski.mp3
Jerzy Połomski - Bo z dziewczynami.mp3
Krzysztof Klenczon - Nikt na świecie nie wie.mp3
Marta Mirska - Miłość ci wszystko wybaczy.mp3
Marta Mirska - Pierwszy siwy włos.mp3
Piotr Szczepanik - Goniąc kormorany.mp3
Rena Rolska- Piosenka prawdę ci powie.mp3
Shakin' Dudi - Oh Ziuta.mp3
Skaldowie - Prześliczna wiolonczelistka.mp3
Stan Borys-Wiatr od Klimczoka.mp3
Stenia Kozłowska - Daj mi świat.mp3
Tercet Egzotyczny - Pamelo Żegnaj.mp3
Teresa Tutinas - Jak cię miły zatrzymać.mp3
Trubadurzy - Znamy się tylko z widzenia.mp3
Urszula Sipińska - To był świat w zupełnie starym stylu.mp3
Wojciech Młynarski - Róbmy swoje.mp3



Dinozaury CD6

Czerwone Gitary - Historia jednej znajomości.mp3
Czesław Niemen - Pod Papugami.mp3
Dwa plus Jeden - Czerwone słoneczko.mp3
Halina Kunicka - Gwiazda naszej miłości.mp3
Irena Santor - Na prawo most, na lewo most.mp3
Jerzy Połomski - Jak to dziewczyna.mp3
Jerzy Połomski - Niebieska chusteczka.mp3
Kasia Sobczyk - Był taki ktoś.mp3
Krzysztof Klenczon - Kwiaty we włosach.mp3
Krzysztof Klenczon - Powiedz stary gdzieś ty był.mp3
?ucja Prus i Skaldowie - W Żółtych płomieniach liści.mp3
Maciej Kossowski - Dwudziestolatki.mp3
Maria Koterbska - Karuzela.mp3
Maria Koterbska - Mój chłopiec.mp3
Mieczysław Fogg - Jesienne róŻe.mp3
Orkiestra uliczna z Chmielnej - Chryzantemy złociste.mp3
Shakin' Dudi -Au, sza la la la.mp3
Stenia Kozłowska - Do szczęścia blisko.mp3
Trubadurzy - CóŻ wiemy o miłości.mp3
Wojciech Gąsowski - Gdzie się podziały tamte prywatki.mp3



Dinozaury CD7

Alibabki - Kapitańskie tango.mp3
Andrzej Rybiński - Nie liczę godzin i lat.mp3
Czerwone Gitary - Nie spoczniemy.mp3
Czesław Niemen - Białe góry.mp3
Daniel Kłosek - Myśmy są wojsko.mp3
Happy End - Jak się masz.mp3
Irena Santor - Embarras.mp3
Jan Pietrzak - Dziewczyna z PRL-u.mp3
Jan Wojdan i Wawele - Biały latawiec.mp3
Jarema Stępowski - Tango Andrusowskie.mp3
Jerzy Rybińki - Deszcz w obcym mieście.mp3
Klaus Mitffoch - Jezu jak się cieszę.mp3
Krzysztof Krawczyk - Byle było tak.mp3
Marino Marini- Nie płacz kiedy odjadę.mp3
Marta Mirska- Rozstanie z morzem.mp3
Mr. Z'oob - Mój jest ten kawałek podłogi.mp3
Shakin' Dudi - Zastanów się co robisz.mp3
Stan Borys - Jaskółka uwięziona.mp3
Trubadurzy- Kasia.mp3
Violetta Villas - Całuj gorąco.mp3



Dinozaury CD8

Ada Rusowicz & Niebiesko-czarni - Hej Dziewczyno, Hej.mp3
Anna Jantar - Staruszek swiat.mp3
Eleni - Troszeczkę ziemi.mp3
Ewa Demarczyk - Jaki smieszny.mp3
Filipinki - Czarny kot.mp3
Irena Jarocka - By coś zostało z naszych dni.mp3
Irena Santor - Walc fantastyczny.mp3
Izabela Trojanowska - Tyle Samo Prawd, Ile Klamstw.mp3
Kabaret starszych panów - Kaziu, zakochaj sie.mp3
Krzysztof Krawczyk - My cyganie.mp3
Ludmiła Jakubczak - Szeptem.mp3
Maanam - Luciola.mp3
Maciej Kossowski & Czerwono Czarni - Agatko Pocałuj.mp3
Marek Grechuta - Dni ktorych nie znamy.mp3
Mieczyslaw Fogg - Ja mam czas ja poczekam.mp3
Natalia Kukulska - Co powie tata.mp3
Seweryn Krajewski - uprowadzenie agaty.mp3
Skaldowie - Ty.mp3
Trubadurzy - Usmiechajcie sie dziewczęta.mp3
Urszula Sipinska - Szala la zabawa trwa.mp3

Harry Potter i Mroczne Dziedzictwo

Rozdział Trzeci:
W szponach zła.

Chłopakocknął się podrywając na równe nogi. Zaskoczył go widok oślizgłychzapleśniałych ścian i w tedy przypomniał sobie, co się stało. Przełknął ciężkoślinę. Krótko mówiąc, miał przesrane i dobrze o tym wiedział z drugiej stronycieszył się, że chociaż jego przyjaciółka jest bezpieczna i dzięki jegopoświęceniu nie dzieli z nim teraz losu. Westchnął i usiadł na twardej pryczy,obok niej stał dzbanek z zapewne wodą, sięgną po niego i przytkną do ust zzamiarem zwilżenia wyschniętego gardła i ręka mu zamarła a umysł zalałyniepewność i podejrzenie.

– Woda czy Veritaserum? – Powiedział w przestrzeń.

Wylał zawartość dzbanka na podłogę pod ścianą, tak na wszelkiwypadek gdyby pragnienie wygrało. Położył się. Leżał tak aż zmorzył go sen...

Obudziły dziwne odgłosy i po chwili drzwi jego celi otwarły sięszeroko i do pomieszczenia wszedł On, Lord Voldemort we własnej osobie. Chłopakpopatrzył w te krwistą czerwień jego oczu i znów ogarnęła go ciemność...

* * * * *

Tym razem ocknął się nie w swojej celi tylko w dużejprostokątnej komnacie pełnej dziwnych przyrządów. Pod ścianami stały dwumetrowepojemniki wypełnione białą bulgoczącą cieczą.

Sam Potter siedział w ciasnej stalowej klatce wzmacnianej zpewnością magią.

– Ach, boskie dziecię się przebudziło. Czas na kolejneeksperymenty... – Rozległ się sykliwy zimny głos Czarnego Pana, który szedł wjego stronę. Ubrany był w Czarną szatę z zielono-srebrnymi dodatkami: na czarnąszatę miał nałożoną srebrno zieloną togę i zielony płaszcz z wężem na środku. Naramionach miał naramienniki sterczące niczym zakrzywione rogi. Wyglądałimponująco w półmroku.

– Co masz na myśli…? – Spytał chłopak.

– Ból będzie przejściowy... Raczej przeżyjesz ten proces – rzekłtylko i po chwili komnatę wypełniły przeraźliwe krzyki chłopaka i odgłosyzaklęć, ale nie takich zwykłych, jakie towarzyszą innym torturowanym ofiarom.Te były sto razy gorsze od Cruciatusa, Tormenty i zaklęcia Noży w jednym.Voldemort ciskał w niego kolorowymi kulami: zielonymi, czerwonymi, czarnymi izłotymi, raził go błyskawicami, które strzelały przez kilka sekund zpojawiającej się nad jego głową czarnej chmury. Rzucał w niego małymi kulamiognia, parząc go boleśnie.

* * * * *

– Ciekawe, jest w tobie wiele niewyzwolonej mocy.

I znów poddał go torturom. Mogło się wydawać, że trwają wnieskończoność

* * * * *

– Czy zdajesz sobie w ogóle sprawę ze swojego potencjału?! –Powiedział ostro i cisnął w chłopaka kolejną kulą energii.

Cały proces powtarzał się przez kolejne dni. Tortury i jeszczeraz tortury. Czarny Pan mówił do niego coś w tym czasie, ale chłopak ledwokontaktował i nic z tego nie mógł zrozumieć. Po „zabiegu” odsyłał go do celi ikazał Mistrzowi Eliksirów Severus’owi Snape’owi doprowadzić chłopaka doporządku. Snape był pełen podziwu dla niego, wytrzymać tyle dni, częstoprzychodził pod tamtą salę i słuchał jego krzyków i dziwnych formułek. Raznawet zaryzykował i uchylił drzwi. Aż mu włosy zbielały. O takich torturach tonawet on nie słyszał a raczej o zaklęciach do tego używanych. Cicho wycofał sięi zamkną drzwi czekając aż go wezwie Pan. Na zewnątrz nie było straszliwych rantylko skóra zaczerwieniona była i w niektórych miejscach poparzona mocno, tymrazem miał niezły Sajgon wewnątrz. Czarny Pan wściekł się po tygodniubezowocnych tortur i potraktował go jakąś czarnomagiczną klątwą. Severuswyleczy go bez problemu podając mu lecznicze, regenerujące i wzmacniająceeliksiry. Ale obawiał się, że w końcu chłopak nie wytrzyma. On sam zrobiłby topo godzinie, jak nie wcześniej.
Dziś miałoodbyć się zebranie Zakonu i kolejna relacja Snape’a o stanie zdrowia chłopaka.Jeszcze piętnaście minut. Wziął płaszcz i wyszedł ze swoich komnat.
Po paruminutach stał w Hogsmeade skąd się deportował do kuchni na Grimmauld Place 12.Na razie byli tylko Albus, Remus z żoną i państwo Varriel. Po kilku minutachkuchnia cała się zapełniła.

– Co u Harry’ego, Severusie? – Zapytał łagodnie Dumbledore.

– Jest twardy i to cholernie, takich tortur nikt nie byłby wstanie przetrzymać dłużej niż dzień. Nie wiem, co to za klątwy, ale sąpiekielnie silne – i opisał w kilku zdaniach, co widział ostatnim razem.
Dumbledore zamyślił się tak jak pozostali, którzy pojawili siętuż przed chwilą starając się coś wywnioskować z opisu uroków, lecz nic to niedało.

– Musimy go stamtąd wyciągnąć jak najszybciej. Nie wiem, co Tomchce tym zyskać, ale te tortury mają jakieś zadanie i nie mówię o wywołaniubólu, choć i tak to robią.

– Trzeba go uratować! – Krzyknęła z rozpaczą Molly i wdmuchałagłośno nos.

– Chłopak może długo nie wytrzymać, trzeba go odbić – odezwałsię „Szalonooki” Moody a magiczne oko wirowało jak na karuzeli..

– Zgadzam się. – Przytakną dyrektor Hogwartu. – Severusie wtobie ostatnia nadzieja, musisz wydostać stamtąd Harry’ego za wszelką cenę...nawet jeśli miałbyś się ujawnić jako szpieg.

– Nie mówisz tego poważnie! – Powiedział blady mężczyzna – Musibyć jakiś inny sposób!

– Nie wiem. Będziesz musiał coś wymyślić. Musisz Go stamtądwyciągnąć!

Mistrz Eliksirów wrócił do Hogwartu i zamknął się szczelnie wswoim gabinecie z butelką Ognistej.

* * * * *

Ból, bolałogo wszystko, nawet dusza. Ledwo mógł się poruszać a każdy nawet najmniejszyruch sprawiał mu cierpienie. Nie wiedział ile czasu tu już jest, nie obchodziłogo to wcale, już nic go nie obchodziło, chciał umrzeć, ale zamiast tegoprzychodził Voldemort i znów był ból.

Znów był wklatce jako obiekt do eksperymentów tego szaleńca. Tym razem używał i swojegostandardowego zestawu, czyli Cruciatus. Po kilku godzinach odesłali go dokomnaty, aby Snape go opatrzył. Gdy wyszedł drzwi znów się otworzyły po chwilii do środka wrzucono wysokiego i bardzo dobrze zbudowanego młodzieńca widać było,że Tom zafundował mu serię tortur z udziałem jego sług.

– Witamy w piekle – przywitał się Potter z wysiłkiem podnoszącgłowę.

– Nie tak je sobie wyobrażałem, myślałem, że jest tu cieplej –odpowiedział. – Długo tu jesteś?

– Nie jestem pewny. Tydzień? Może więcej. A ty?

– Jezzzu! Po tym, co wyprawiał z tobą ten psychol to dziwie się,że jeszcze kontaktujesz. Ja jestem tu od wczoraj i już świruję. Siedziałem wklatce na końcu komnaty gdzie urządza ci serię pieszczot.

– Jak się tu znalazłeś? – Spytał Harry.

– Przyszli po mnie jak wychodziłem z jakiejś knajpy, a ty.

– Ja byłem w domu z koleżanką ją udało mi się przenieść wbezpieczne miejsce.

– Wiesz może jak się stąd można wydostać? – Spytał nowo przybyłychłopak.

– Taaak… w trumnie.

Ich rozmowę przerwało wejście jakiegoś śmierciożercy. Harryspiął się w sobie domyślając się, że to po niego, mylił się jednak.Śmierciożerca wyciągnął różdżkę i oddał ją nowemu znajomemu Potter’a. Tenzdziwiony wziął ją.

– Udajcie się pod ten adres. A teraz oszołom mnie – nakazałmężczyzna.

Chłopak spojrzał na karteczkę znapisem Grimmauld Place 12 i niewiele myśląc walnął go Drętwotą. Podszedł doPotter’a i wziął na ręce przerzucając go sobie przez plecy jak martwego dzika iwyszedł z celi. Korytarz był słabo oświetlony pochodniami, młodzieniec szedłszybko i cicho po paru minutach skręcił w lewo a następnie w prawo i wszedł poschodach na górę.
Musiał się często ukrywać w ciemnych wnękach. Był niczym cień,niezauważony przez nikogo wszedł do jakiejś komnaty zagraconej Bóg wie, czym.
Dotarł wkońcu do głównych wrót, niestety były strzeżone przez czterech śmierciożerców idwa wilkołaki.
Zawróciłsię i szukał innego wyjścia poszedł korytarzem w prawo a potem prosto, otworzyłdrewniane dwuskrzydłowe drzwi i wyszedł na mały balkonik.

– Jakieś sześć metrów – mruknął spoglądając w dół. – Zaczekajchwilę, mam pomysł – Potter skinął tylko głową.

Chłopak pomknął bezszelestnie z powrotem i już po chwili wróciłniosąc trzy zwoje liny w rękach, powiązał je ze sobą i jednym końcem obwiązałPotter’a pod ramionami i spuścił go ostrożnie w dół następnie sam zszedł. Znówwziął go na plecy i niemal biegnąc ruszył przed siebie, musieli wyjść z polaantydeportacyjnego, bo próbował ich przenieść, lecz nie mógł.
Po paru minutach zielony promień przemknął tuż obok niego.Uwolnił rękę, w której trzymał różdżkę i krzyknął parę razy drętwota i puściłsię biegiem. Śmierciożercy dowiedzieli się o ich ucieczce i ruszyli w pościg.Po chwili usłyszeli pełen gniewu lodowaty głos. To Voldemort.

– Dobra koleś, twoja gościnność była urzekająca, ale na nas jużczas! Nie do zobaczenia! – Dodał i znikli z cichym trzaskiem towarzyszącymteleportacji.

Wylądowaliprzed obskurnym budynkiem z numerem 12. Chłopak zadzwonił dzwonkiem i zachwiałsię ze zmęczenia, lecz nie stracił przytomności. Po chwili drzwi się otworzyłyi stanął w nich Remus Lupin i mało nie dostał zawału. Jakiś chłopak trzymał narękach nieprzytomnego Pottera.

– Amando! Henry! Dorano! Chodźcie tu natychmiast! – Krzyczałnawołując obecne w domu osoby.

– Co się... – Powiedziała Amanda wychodząc z kuchni i trzymająctalerz z frytkami i kawałkiem kotleta w ręku, kiedy zobaczyła gości talerzwypadł jej z rąk.

– Dorano powiadom Albusa! – Krzyknęła kobieta biegnąc do drzwi aza nią pobiegł Henry odbierając od nieznajomego Potter’a.

Zanieśli go do jakiegoś pokoju na górze i nakazali teżchłopakowi, który go przyniósł odpocząć. Po niecałej minucie pojawił się AlbusDumbledore z Severusem i panią Pompfrey. Pielęgniarka od razu poleciała na górędo pokoju chłopców.

– Kto go tu przyniósł i jak? – Zadał pytanie siwobrody starzec.

– Pomogłem im uciec, ale nie osobiście. Użyłem Imperiusa naMacnairze. Biedaczek, gdy Lord znalazł go nieprzytomnego w celi to przerobił gona kupkę popiołu – uśmiechnął się szyderczo Snape.

– Im? – Spytał nie bardzo rozumiejąc jego słowa.

– Był tam też Victor, Ten Victor, Albus.

– Jak to możliwe? Przecież dobrze się ukrywali.

– A czy to ważne? Złapali go! – Syknął zimno Mistrz Eliksirów.

– To nie powinno się stać – mruczał Dumbledore.

– Grasz w niebezpieczną grę Albusie, a to są pierwsze jej skutki– wtrącił się Lupin. – Trzeba natychmiast powiadomić jego matkę.

Porwanie chłopaka i jego stan po powrocie utrzymany był wtajemnicy Zakonu, nawet jego przyjaciołom nie powiedzieli, co się stało. A najmocniejprzeżywała to Cathrina.

* * * * *

Po wielu dniach chłopak odzyskał przytomność, lecz był bardzoosłabiony. Jego umysł zalała fala bolesnych wspomnień. Wzdrygnął się na samowspomnienie tortur. Zamkną się w sobie z nikim nie chciał rozmawiać i nikogonie chciał widzieć a o dotykaniu go nie było mowy. Jego nerwy były w opłakanymstanie i każdy ruch sprawiał mu ogromny ból a dotyk pogorszyłby tylko jegostan. Na każde wołanie odpowiadał milczeniem. Oczy miał puste, bez chęci życia.
W nocy nie spał,bał się, że jak się obudzi znów będzie w tamtej klatce...
Przez tedni od jego ocknięcia przychodził Remus. Próbował wyciągnąć go z pokoju,wesprzeć go, pocieszyć. Ale nic nie wskórał, chłopak nawet nie zaszczycił gospojrzeniem i nie odezwał się nawet słowem. A za każdym razem, gdy wchodziłwidział jak chłopak spina się i zaciska usta. I najgorsze było to, że niewiedział jak ma mu pomóc.
Potemprzychodził Victor, ale wychodził z jego pokoju po godzinie albo dwóch zesmutnym wyrazem twarzy. Polubił go od pierwszej chwili, nie wiedział, czemu takjest, ale czuł do niego zaufanie i sympatię, i pewien rodzaj więzi. Na dwa dniprzed wyjazdem do szkoły przyjechali Ron z Ginny i Hermioną a także Doranasprowadziła drogą kominkową córkę i synka, który też jedzie do Hogwartu. Harryrobił sobie kanapki w kuchni, kiedy oni przyjechali i prawdę mówiąc mało go toobchodziło. Chciał być sam i właśnie szedł do swojej samotni, gdy w drzwiachstanęli Ron z Hermioną uśmiechnięci od ucha do ucha. Brązowowłosa od razu podbiegłai przytuliła chłopaka, ten nie zdążył zareagować i syknął z bólu napinającmocno mięśnie w chwili przytulenia i odepchnął ją od siebie. Dziewczynaspojrzała zdziwiona i przestraszona na krzywiącego się i syczącego z bóluprzyjaciela.

– Co ci jest?! – Spytała ostro Hermiona i podeszła do niego,lecz on odsunął się jak spłoszone zwierze.

– Harry... – Zaczął spokojnie Ron – Stary, co się dzieje?

Dalszepytania utonęły w głośnym pisku i przez drzwi śmignęła postać z czarnymiwłosami.

– Ty, żyjesz! – Krzyknęła szczęśliwa Cathrina i rzuciła się naszyję Potter’owi. Ten Krzyknął z ostrego bólu atakującego nerwy i zamknął mocnopowieki a jego głowę wypełniły wspomnienia z tortur Voldemorta, tego jak częstokrzyczał i wzmacniał przez to siłę zaklęć, jak zalewał jego umysł straszliwymiwizjami wyjętymi z jakiegoś koszmarnego horroru przez to, że mu się opierał.
Padł na kolana i zwymiotował krwią, jego ciałem wstrząsałyniekontrolowane drgawki a mięśnie napięte miał do granic możliwości. Cathydotknęła ostrożnie jego ramienia a ten syknął i próbował się odsunąć, leczuniemożliwiły mu to szafki kuchenne. Zwabiony krzykiem Victor wpadł do kuchni iaż mu krew się zagotowała.

– Kurwa mać! – Zaklął. – Nie dotykaj go!

– Co? Nie rozumiem, co jest z nim? – Spytała przerażonaczarnowłosa.

– Nie twój interes! – Warknął.

– Właśnie, że nasz – odezwał się czerwony na twarzy Ron – Tonasz przyjaciel!

– Więc jako dobrzy przyjaciele zostawcie nas samych!

– Po moim trupie! Chcę wiedzieć, co mu jest! – Warknął wściekłyrudzielec a dziewczyny przytaknęły.

– Więc poczekajcie, aż on sam wam powie. Bo ode mnie nic się niedowiecie. A jak się nie mylę to prędko to nie nastąpi i od razu uprzedzamabyście nikogo innego o to nie męczyli, bo tak jak ja nic wam nie powiedzą.

Ukląkł przyskulonym młodzieńcu i zaczął cicho, łagodnie do niego mówić próbując wyrwać goz tego stanu. Dopiero po kilku minutach mu się to udało.

– Proszę nie dotykajcie mnie – powiedział cicho, lecz wyraźnieHarry. – I nie martwcie się o mnie nic mi nie jest...

– Przestać gadać bzdury! Gadaj, co oni ci zrobili...

– O czym ty mówisz? – Spytała się Granger Cathriny – jacy „Oni”?

Victor posłał jej ostrzegawcze spojrzenie domyślając się, że wieo wszystkim, i że jest ową dziewczyną, którą Potter uratował..

– Harry’ego porwali śmierciożercy.

– CO?! – Krzyknęli jego przyjaciele – Skąd to wiesz?

– Bo widziałam to – odparła – gdyby nie on – wskazała nadyszącego chłopaka – pewnie nie byłoby mnie tu.

Niewiedzieli, co powiedzieć. Byli po prostu w szoku. Wpatrywali się w nią w osłupieniui spojrzeli ze współczuciem na przyjaciela.

– Och, Harry tak mi przykro. Na pewno jest ci ciężko...

– Daruj sobie Hermiono, nie potrzebuje ani waszego współczucia,ani litości! – Warknął na nią z wyraźnym chłodem w głosie i chwiejnym krokiemwyszedł z kuchni.

– Co oni mu zrobili – załkała i wtuliła się w rudowłosegochłopaka.

– Wierzcie mi, nie chcecie tego wiedzieć.

– A co ty możesz o tym wiedzieć? – Mruknął Ron.

– Całkiem sporo. Zacznijmy od tego, że ja też tam byłem i widziałem,co z nim wyprawiali… to ja pomogłem mu uciec.

– Więc powinniśmy ci podziękować – wtrąciła się Cathy.

– Nie mi dziękuj, tylko Stwórcy. Ja nie wyrabiałem po jednymdniu a on wytrzymał ponad tydzień. To jest cód. – Po tym zdaniu wyszedł zkuchni pozostawiając oniemiałych przyjaciół.

Harry wszedł do swojego pokoju i ostrożnie położył się na łóżku.Chwilę po nim do pokoju wpadł Victor niosąc mu eliksir przeciw bólowy. Pompfreyuporała się zaraz po dostarczeniu go do kwatery z zaczerwienieniami ioparzeniami wnętrze miał całe dzięki eliksirom Snape’a.

– Jak się czujesz? – Spytał następnego dnia wieczorem wybawcaPotter’a

– Jak gówno – mruknął.

– I tak też wyglądasz. Trzeba coś z tym zrobić.

– Ciekawe co? Ledwo się ruszam człowieku, nie kiwnę nawetpalcem.

– Nie pierdol tylko wstawaj – powiedział i wyciągnął na środekpokoju miękki puszysty brązowy dywan. W Hogwarcie często tłukłem się zeŚlizgonami i nie były to walki jeden na jednego, ubaw po pachy z tymi ciulami.No i często byłem obity i połamany... Ale oni wyglądali gorzej! He he no iczęsto ćwiczyłem na rozruszanie obolałych mięśni i takie tam. A nad twoimitrzeba tylko popracować troszkę i będziesz jak nowy.

– Wiesz z tego wszystkiego nie spytałem, kim jesteś. Więc ee... Kimjesteś?

– Myślałem, że nigdy oto nie spytasz – Harry przyglądał się mu idałby sobie rękę uciąć, że kogoś mu przypomina, te czarne włosy i rysy twarzy,tylko nie wiedział kogo. – Jak już wiesz na imię mi Victor a na nazwisko...Black. – Chłopakowi szczęka opadła, no tak! Jak mógł być tak ślepy. Był do niego bardzo podobnytylko oczy miał nieco inne... Czarne z srebrnymi tęczówkami.

– Zgadza się, moim ojcem a twoim chrzestnym był Syriusz Black.

– To Syriusz miał... ma syna? – Poprawił się szybko.

– Z tego, co mi matka mówiła, to tak. Jestem jego synem.

– Nigdy mi tego nie mówił, czemu?

– Bo ja wiem, spytasz się go jak będziesz miał okazje – wzruszyłramionami. – Ukrywaliśmy się przed Voldemortem, to znaczy ja i mama a Syriuszgrał mu na nosie, nie lubił siedzieć cicho. Potem zginęli twoi rodzice a tatatrafił do Azkabanu. Matka wiedziała, że jest niewinny. No i w zeszłym rokudowiedziałem się, że zabili go śmierciożercy. Nie znałem go za dobrze, prawie wcale. No dobra, bierzmy się za ciebie – powiedział nagle i wrócił mu dobryhumor.

Na początkuzrobił mu masarz najdelikatniej jak potrafił, zginał i prostował mu kończyny. Itak przez cały dzień. To było dobre ćwiczenie, choć początki były bardzobolesne i wzdrygał się przy każdym dotyku, z tego się chyba nigdy już niewyleczy, syczał z bólu i klął swego oprawcę.

– Maszmoże jakieś ciężary? – Spytał się chłopaka Vic (skrót od Victor).

– Mam parę rzeczy – przyznał, – ale zostały u mojego wujostwa,ale zamierzam je wziąć ze sobą do szkoły.

– A jak je weźmiesz?

– O to się nie martw, pogadam zRemusem a on zapakuje wszystko do pudła i przyśle mi tu jutro.

– Może być ci ciężko.

– Coś wymyślę. Co działo się w domu podczas mojej„nieosiągalności”?

– Ale były cyrki, mówię ci. Zadawaliróżne pytania typu „Co tam się działo z nami”, „Czego chciał”, „Co mówił” i takietam. Powiedziałem żeby wszelkie pytania kierowali do Voldemorta. Potem pytalisię czy jestem naprawdę synem Syriusza, oczywiście matka potwierdziła todobitnie.
A najlepszybył nokaut tego złodziejaszka, co trzymał wartę w tedy, kiedy się capnęli do Willi„Gadzi Odbyt” przez jakąś rudowłosą kobietę.

Pani Weasley rąbnęła Dunga?! – Wykrzyknął ze śmiechem.

– Nom, biedaczek pogubił prawie wszystkie ząbki. Żałuj, że nie widziałeś tego.

Następnegodnia chłopak obudził się o dziewiątej wstał powoli i ostrożnie przeciągnął się,nie obyło się niestety bez bólu, skrzywił się mocno. Wstał po chwili i biorącciuchy poszedł do łazienki. Wyszedł z niej po pół godzinie i poszedł na dół dokuchni. Od razu w ucho wpadły mu krzyki pani Weasley, że się spóźnią jeśli sięnie pospieszą. Chłopak przypomniał sobie, że nie dostał wyników SUM-ów i nie maksiążek na szczęście spotkał po drodze Cathrinę.

– Elo – zagadnęła.

– Heja. Słuchaj, przepraszam za wczoraj, ja…

– Daj spokój Harry. Rozumiem cię i nie winie o to tak jak Ron zHermioną, tak mi się wydaje. – Powiedziała i uśmiechnęła się.

– Mam twoje wyniki SUM-ów, przyniósł je rano Dyrektor. –Odezwała się po chwili ciszy.

– Lepiej późno niż w cale – mruknął i rozerwał kopertę –Szanowny Panie blablabla... Transmutacja P, Zaklęcia W, Zielarstwo P, OPCM W+,ONMS W, Historia Magii Z, Astronomia P* (Ocena zawyżona z powodu zamieszek nabłoniach), Wróżbiarstwo N, w mordę! Eliksiry P!

– Nieźle, to tak jak moje, tylko mam W z Eliksirów, powinieneśsię cieszyć, że masz P.

– Taaa, ale Snape przyjmuje tylko Wybitne.

– Już nie.

– Jak to? – Spytał zdziwiony.

– Tylko cztery osoby mają W. Ja, Hermiona, Malfoy i jakiśkrukon, więc Powyżej Oczekiwań też zalicza.

– Bomba. – Podsumował i poszedł do kuchni czytając listęksiążek. Zdziwił się widząc nowy przedmiot, Czarną Magię. Prawdę mówiąc cieszyłsię z tego.

Nagle zatrzymał się w wejściu do kuchni.

– Coś się stało? – Spytała Cathy.

– Nie mam Różdżki! Została u Gada. I musze zabrać moje graty odDursley’ów.

– Nie martw się, rozmawiałam z Lupinem i siłownię masz w swoimkufrze pomniejszoną i lekką jak piórko w niebieskim pudełku. A różdżkę mam jużdla ciebie. Olivander to mój dziadek – szepnęła mu na koniec do ucha.

– Jesteś cudowna, dzięki – w podzięce cmoknął ją w policzek.

– Nie ma sprawy. A i daj listę książek Lupinowi to... – niedokończyła bo przerwał jej Victor.

– Książki już masz w kufrze.

– A skąd wiesz, co wybrałem – spytał.

– Transmutacja, Zielarstwo, Zaklęcia, OPCM, ONMS, Eliksiry iCzarna Magia?

– Masz u mnie piwo. Ale skąd wiedziałeś?

– Bo ja wziąłem takie same.

– To tak jak ja – wtrąciła czarnowłosa.

– Poza tym – ciągnął dalej chłopak – tu są moje wyniki SUM-ów –pokazał dwójce kartkę z identycznymi wynikami jak Potter. – Mama mówiła, żenasi ojcowie też mieli takie.

Dochodziła Jedenasta i w kuchni pojawiła się obstawa młodzieży aw śród nich stali: Ron Hermiona i Ginny.

Na peron mieli dostać się samochodamiz ministerstwa a raczej limuzyną, więc wszyscy pomieścili się bez problemów. Nastację Kingss Cross dotarli w piętnaście minut, więc mieli jeszcze kwadranswolnego.
Przepchnęlisię przez tłumy uczniów i dorosłych, i w obstawie, której w skład wchodzili:Remus z Amandą, Moody, rodzice Cathriny, Hermiony, Rona i Ginny, i mamaVictora.
Po dośćdługim pożegnaniu weszli do pociągu w poszukiwaniu wolnego przedziału. Pochwili znaleźli takowy i wcisnęli się całą gromadką do środka. W końcu pociągzaczął ruszać wzbijając w powietrze kłęby pary. Harry zdał sobie sprawę, że anirazu nie rozmawiał z matką Black’a, cóż przy następnej okazji to zrobi.
Jechali jużz dobrą godzinę i Harry powoli robił się zły, strasznie denerwowały gospojrzenia przyjaciół poza Victorem, ten owszem martwił się o niego, pomagał,kiedy trzeba, ale wiedział, że on nie chce współczucia od nikogo. Dostrzegł ichzerkania na Potter’a i zaklął w duchu. Nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł naumilenie sobie podróży.

– Dobra ludzie – zaczął Vic. – Przydałoby się trochę rozrywki.

– Co proponujesz – spytała Granger.

– POKERA! – Krzyknął.

– Wchodzę w to, grałem z moimi braćmi tak jak Ginny – powiedziałentuzjastycznie Ron.

– Ja też – odezwali się w tym samym momencie Harry i Cathrina.

– No niech wam będzie, wchodzę – zgodziła się Hermiona po chwilizastanowienia.

– A na co gramy? – Spytał rudowłosy chłopak.

– Oczywiście na... Ciuszki! Przegrany zrzuca część ubrania.

– O nieeee! Nigdy! – Zaprotestowała Varriel.

– Tchórz – powiedział Harry uśmiechając się z tryumfem jakkiedyś dziewczyna.

– To nie fair, jestem w gorszej sytuacji.

– A co? Masz coś do ukrycia? – Wtrącił Black uśmiechając sięniewinnie, choć było jasne, co miał na myśli.

Ta pokazała mu środkowy palec – Wchodzę. Hermiona?

– Koleżanki w potrzebie się nie zostawia, jestem z tobą maleńka.

– To ja też gram – zgłosiła się Ginny.

– O jeszcze, czego! – Zaprotestował jej brat.

– Ron, odpuść sobie, niech dziewczyna zaszaleje... Nie daj sięprosić – mrugną do dziewczyn, a te podchwyciły myśl.

– Jak ona nie gra to my też! – Powiedziały razem.

– Ron, jeśli się nie zgodzisz to nigdy ci tego nie wybaczę. – Szepnąłmu na ucho Potter.

– Dobra, tylko ani słowa mamie – ostrzegł siostrę.

Victorwyciągnął na środek cztery kufry i złączył je w prowizoryczny stolik, sięgnąłjeszcze do swojego po karty i notes z mugolskim długopisem i zieloną plastikowączapeczkę z krótkim daszkiem i wcisną ją sobie za uszy a w zęby wetknął skuwkęod długopisu.
Zacząłtasować karty a następnie rozdał dla wszystkich.

– No to Show Time!

Wszycy wzięli karty i z kamiennymi minami zaczęli grać (prawiezawodowcy hehe) po jakimś czasie na podłodze wylądował pierwszy ciuszek, araczej but Cathriny, potem był Harry, Ron a po nim Hermiona. Weasley’owie iBlack byli już zaprawieni w boju. Po dwóch i pół godzinie Harry siedziałwsamych spodniach. Ron stracił tylko bluzkę jak Victor, Ginny straciła parębutów i jedną skarpetkę. Hermiona za to straciła i buty i skarpetki, bluzkę nasuwak i pasek od spodni. A Cathy została jedynie w spodniach i staniku...,przez co przyciągała spojrzenia męskiej części graczy. Nagle drzwi do ichprzedziału otworzyły się i stanął w nich sam Dracon Malfoy ze sterczącymi zajego plecami Crabbe’m i Goyle’m. Przyjaciele popatrzyli na niego z odrazą zawyjątkiem Vic’a ten uśmiechnął się od ucha do ucha na jego widok.

– No proszę trafiłem w gniazdo szlam urządzającychsobie striptiz – uśmiechnął się perfidnie – O i Potter? Widzę, że stadkopowiększyło się odrobinę.

– A ja widzę, że nadal bujasz się z tymi pedałkami. Pewnie iciebie nie raz już brali w obroty, co? – Odezwał się gryfon i nim ktokolwiekzareagował Black skoczył na Malfoya i wciągnął go do przedziału zamykając drzwiprzed nosem jego goryli.

– Puszczaj mnie! – Krzyknął ślizgon wyrywając się.

Lecz Vic był o wiele silniejszy, zabrał mu różdżkę i popchnąłpod ścianę, drzwi zablokował zaklęciem a potem zaczął wywijać różdżkąpozbawiając ślizgona ubrań następnie zmienił mu bieliznę na stringi w wersjimęskiej. Następnie ku przerażeniu chłopaka i uciesze pozostałych postawił muwłosy na sztorc i zmienił na wściekle różowy kolor, znów pomachał „patykiem” iciało Dracona zapisane było tekstami typu „pragnę chłopięcej miłości” naplecach miał wizerunek profesora Snape’a w negliżu napinającego mięśnie a naklacie „Jestem Dikuś”.
Cathy podeszła do chłopaka i dotknęła jego klatki piersiowejzjeżdżając dłonią w dół, aż dotarła do gumki gatków. Odchyliła je i zerknęłabez większych oporów.

– Wiesz co, Draco? Spodziewałam się po tobie czegoś „więcej”.

– Albo „czegoś większego” – poprawiała ją Hermiona z krzywymuśmiechem na ustach.

Złapała sięza piersi i ścisnęła je lekko a ślizgon nie mógł oderwać od jej biustu wzroku.Wzięła jego dłonie i położyła na swoich piersiach.

– Ulizany Szczęściarz – mrukną Weasley do Harry’ego i Black’a.

– Utnę gnojkowi łapy! – Warknął Potter do kolegów.

– Idę po nóż – rzekł Black nurkując w kufrze.

Blondyn niewytrzymał i za chwilę poczuł, że jego nowe majtki naprężają się. I w tedy...

– DRACO MALFOY ROBI STRIPTIS DLA PANÓW!! – Black wydarł się nacały głos omal nie zrywając sobie strun głosowych.

Jak na komendę drzwi do przedziałów pootwierały się i nakorytarz wysypali się zaciekawieni uczniowie. W następnej chwili silne ramięVictor’a wypchnęło blondyna na korytarz. Traf chciał, że poleciał na swoichgoryli i leżeli w dość dwuznacznej pozycji. W ułamku sekundy po tym jakślizgoni się pozbierali wybuchły gwizdy i śmiech przeplatane z oklaskami. Oootaak to był widok, którego się szybko nie zapomni. Ginny zabrała Colin’owi Crevey’owiaparat i wypstrykała całą kliszę.
Wciąż się śmiejąc powrócili do przerwanej gry. W połowie drogiobkupili się słodyczami. Gdy dotarli na miejsce dziewczyny siedziały w samejbieliźnie mocno zażenowane i czerwone jak cegły. Chłopcom to się bardzopodobało i dziewczyny doskonale to wiedziały. Już w głowach układały planzemsty. Z resztą Harry i Ronald siedzieli w samych bokserkach a Black tylko miałna sobie spodnie. Ron prawdę mówiąc miał mięśnie wyrobione od Quidditha, ale zato Victor i Harry prezentowali się wyśmienicie i bili go na głowę, przez codziewczyny jeszcze bardziej spalały się z zażenowania. Pociąg powoli zwalniał, więc musielisię ubrać i kiedy dziewczyny wstały z miejsc ukazując w pełni swe kształtychłopcom aż się zrobiło gorąco na ich widok i jednocześnie zagwizdali. Dopieropo dłuższej chwili ocknęli się i zaczęli ubierać.

Wyskoczyliz pociągu i poczekali na brata Cathy, który siedział razem z pierwszorocznymi,ten tylko pomachał im rękami radośnie i porwała go fala pierwszaków, którychnawoływał Hagrid swym tubalnym głosem. Na szczęście nie padało, susi dotarli dopowozów, które po paru minutach zawiozły pod wrota zamku.

Szybko przecisnęlisię przez wchodzący tłum do Wielkiej Sali i zajęli swoje miejsca przy stolegryfonów. Harry, Cathy i Victor po jednej stronie a Ron, Hermiona i Ginny podrugiej, ta ostania za chwilę wstała i udała się do Dean’a Thomas’a siedzącegoprawie na początku stołu. W końcu cała sala się zapełniła i wstał Dumbledore.

– Nim Rozpocznie się przydział chciałbym przywitać wszystkich,zarówno starych uczniów jak i tych nowych. Niech ten rok przyniesie wam wielepozytywnych niespodzianek. Zacznijmy ceremonię.
Do Sali weszła profesor McGonagall niosąc stołek z wyświechtaną Tiarą Przydziału i postawiła przedmiot na podłodze a na nim położyła Tiarę, Która po chwili zaczęła recytować coroczną piosenkę, ale tym razem była ona inna...

Mrocznych istot rasy, przez ludzi potępione, w cieniu przez wieki pogrążone.

Ich siedziby potężną magią są obłożone, by chronić mieszkańców swych przed wzrokiem naszym.

Już wkrótce przypomną o swym istnieniu wychodząc z cienia ich okrytego,

Aby chronić to, co ich w nim pogrążyło...

Pan Mordu z dawnych lat został pokonany wraz z dwójką najwierniejszych uczniów Zaprzysiężonych do piekła zesłany, lecz nim koniec ich nadszedł trójkę swych potomków na ziemi zostawili, aby odzyskały to, co oni utracili.

Trzy wielkie rasy przez inne wygnane, Trzy rasy przez wszystkich już zapomniane.

Odrodzą się na nowo, gdy Trójca Mroku się przebudzi i zwalczać swą odwagą będą zło.

Najsilniejszy z trójki królem ich zostanie, lecz każdy z nich jedną z ras królować będzie.

Największy z Trójcy, co królem ogłoszony zostanie, zjednoczy braci swych pod jednym Sztandarem z trzech różnych połączony...

Lecz ostrożni oni muszą być, gdyż ich dziedzictwo zgubne okazać może się i zamiast ku światłości świat wyprowadzić pogrążą go w ciemności wiecznej...

Ostatni z Ich rodu, na których pełna Moc ojców spłynie zwiastunami Mordu Pana powrotu będą:

A Pan Grozy przez wyrządzone mu krzywdy Cierpienie i Zniszczenie szerzył będzie.

Gdy w chwale przybędą nie potępiajcie ich, nie odwracajcie plecami się,

gdyż sami do swej zguby przyczynicie się...

Już wkrótce zło zwalczać za was będą,

A ich przejścia ślady, znaczyć Chaos będzie…

W Sali zapanowała niczym niezmącona cisza ani uczniowie ani nauczyciele siedzieli osłupiali. Nie mieli pojęcia, o co chodziło Tiarze, nawet dyrektor był zamyślony i zmartwiony? Tak, był zmartwiony... Czyżby rozumiał słowa Tiary Przydziału?
Harry i jego przyjaciele wpatrywali się w Tiarę. Dopiero głos Minewry wytrącił ich z tego stanu.

– Uczniowie, których wyczytam z listy usiądą na tym stołku – wskazała ręką stołek z Tiarą – i założą Tiarę Przydziału, potem po przydzieleniu udajecie się do wyznaczonego domu.

– Odmawiam! – Nagle odezwał się stary kapelusz.

– Słucham? – Spytała profesor od Transmutacji.

– Odmawiam przydzielenia uczniów do domów, muszą w końcu zapomnieć o sporach i różnicach.

– Ja to załatwię Minerwo – powiedział cicho do niej dyrektor i podszedł do kapelusza mrucząc coś cicho do niego.

Po kilku minutach napiętej ciszy odezwał się Dumbledore.

– Przydział odbędzie się normalnie, zapraszam pierwszorocznych.

Po pół godzinie Ceremonia zakończyła się głośnymi brawami. A każdy dom zyskał po dziesięciu nowych uczniów. Brat Cathy, Ross trafił do Gryffindoru, o co się modliła w duchu dziewczyna.

– Na tym zakończył się przydział i przed ucztą, bo po niej nie będziecie mnie zapewne już słuchać myśląc o ciepłym łóżku pragnę ogłosić, że wstęp do Lasu jest zakazany stąd jego nazwa. Przedmioty zabronione powiększone o produkty braci Weasley widnieją na liście do wglądu w gabinecie u pana Filcha. A teraz życzę wszystkim smacznego i spokojnej nocy.

Po tych słowach wyszedł z Wielkiej Sali odprowadzany zaciekawionym wzrokiem, zatrzymał się jeszcze w drzwiach i odwrócił się, klasną cztery razy w dłonie i przed każdym uczniem pojawił się pergamin z planem lekcji.
Przyjaciele przez cały posiłek i drogę do wieży dyskutowali na temat rewelacji Tiary.