Poniedziałek 02.03.2009
09:30-11:20 Edyta Ostrowska
11:30-13:20 Wróżka Sybilla
13:30-14:30 Danuta Daros
20:00-22:40 TAROCISTKA DANUTA
Wtorek 03.03.2009
09:30-11:20 Magdalena Bassendowska-Karska
11:30-13:20 Joanna Wiśniewska
13:30-14:30 Kasia Południak
20:00-22:40 JOANNA STAWIŃSKA
Środa 04.03.2009
09:30-11:30 Magdalena Rutkowska-Odero
11:30-13:20 Ella Selena
13:30-14:30 Wróżka Salomea
20:00-22:40 ELŻBIETA NOWALSKA
Czwartek 05.03.2009
09:30-11:20 Beata Dymka
11:30-13:20 Iza Dajwłowska
13:30-14:30 Ewa Kulejewska
20:00-22:40 WRÓŻKA AKIMA
Piątek 06.03.2009
09:30-11:20 Małgorzata Walicka
11:30-13:20 Ewa Kulejewska
13:30-14:30 Jasnowidz Amala
20:00-22:40 WRÓŻBITA RODIN
Sobota 07.03.2009
09:30-11:20 Wróżbita Rodin
11:30-13:20 Wróżka Sybilla
13:30-14:30 Jolanta Welter
20:00-22:40 AGNIESZKA WDOWCZYK
Niedziela 08.03.2009
20:00-22:40 JASNOWIDZ AMINA
Witam!
Teraz Gerich? Wróżka Salomea, już całkiem długo jest w ezo
witam
zaraz wróżka Salomea na wizji
Wrozka Salomea to jest?Pierwszy raz widze...10 mnin...wiecej nie dam rady,interpretacja anielskich...porazka
Swietlista sila Aniolow...bardzo dobra..kup sobie
Posiadam właśnie taką talię kart uważam, że jest świetna a wróżka Salomea niestety kiepsko odczytuje przesłanie z tych kart o ile w ogóle można powiedzieć, że interpretuje ...
O
Ogryzek, Oskar, Orion, Oswald, Opryszek, Ościk, Otis, Otto, Olej, Orka, Olaf, Ozzy, Oliver, Oktan, Owsik, Owal, Ozyrys Omega, Ofelia, Oda,
Olimpia, Orka, Oktawia
P
Pufcio, Pinki, Papcioch, Puzon, Picasso, Pippin, Pulpet, Punio, Paragraf, Puchacz, Pikuś, Polar, Pimpek, Paproch, Parszywek, Pijaczek, Puszek, Puszkin, Peryskop
Pysia, Plamka, Punia, Pusia, Pixi, Puwcia, Ptysia, Pipi, Paulinka, Pestka, Pilsnerka, Popi, Panda, Psotka, Pysia
Q
Quick, Qba Queen
R
Rudolf, Rex, Robin, Roland, Ryb, Rivo, Rocky, Rubin, Rufus, Ra, Rybak, Roger, Ramzes, Rosół, Rixik, Robbie, Rajan, Radamantys Ruda, Róża, Rodzynka, Roxia, Rurka
S
Sean, Skali, Songo, Samael, Szczurosław, Szczuruś, Spike, Silver, Snickers, Sputnik, Staś, Sernik, Salomon, Syriusz, Szur, Snowy, Sergiusz, Stuart, Spidi, Shadow, Śnieżek, Sikun, Saibot, Stefan, Seti, Siusiaczek, Simon, Szczurotygrysek, Szczurnik, Shrek, Szczuru, Sokrates, Samir, Shaki, Snuffy Sonia, Szarlotka, Salami, Sofia, Scully, Sensacja, Sensi, Sierra, Sybilla, Salomea, Skin, Sandra, Skaza, Shazza, Śliwka, Szelma, Szczurka
T
Tadzio, Tuptuś, Tobi, Tolkien, Teodor, Tisio, Tytus, Tyfus, Tom, Tyran, Tutenchamon, Tomi, Taradat, Tabasco, Tolek, Tupet Tekla, Tradycja, Tede, Tereska, Tusia, Tonia, Tuja, Tequilla, Trinity
U
Uszatek, Utraciusz, Ułi Ultra, Urma
V
Vincent, Vilgefortz Viki, Vanessa, Venus
W
Wiórek, Wiercik, Willy, Wezyr, Wirus, Walerian, Wilhelm, Wafel, Wariat, Wiktor, Witalis, Wacek, Whisky, White, Walenty, Wąsik, Wacek, Wiesław Wiercipiętka, Wróżka, Walentynka, Walcia
X
Xenus Xena, Xentypka, Xara, Xafia
Y
Yeti, Yellow Ytelia Zuzia, Ziuta, Zapałka, Zyta
Z
Zyzio, Zenek, Ziemowit, Zeus, Zygmunt, Zgredek, Zabijaciel, Złodziej, Zuziak
Ż
Żądło, Żelek, Żonkil, Żwirek Żaba, Żarówka
Odcinek 8
Londyn, Stary Rynek, niedziela, 16 lutego 1997 r.
Alastor Moody machinalnie omiótł magicznym okiem schody kościoła Wypędzenia Przekupniów ze Świątyni, zwanego potocznie kościołem Rozpierduchy. Stałej czujności nigdy za wiele.
Najwyraźniej jednak wrogowie mieli tego mroźnego poranka inne zajęcie niż atakowanie starej części magicznego Londynu. Magiczne oko nie dostrzegło nic podejrzanego, a kieszonkowy fałszoskop milczał jak zaklęty.
Ukłonił się z należnym szacunkiem siedzącej w saniach wyjeżdżających z ulicy Długiej Salomei Swift, która w drodze do i ze swojego kościoła pokonywała podobną drogę jak on, mieszkając w połowie drogi między kościołem Oświecenia Gamaliela a Uniwersytetem Merlina, do i ze swojego, lecz w przeciwnym kierunku, i ruszył ulicą w stronę Komendy Głównej, wytrząsając się w duchu nad dziwactwami wymyślonymi przez pierwszego papieża Puchona, a wprowadzonymi przez jego mugolskiego następcę. Przecież, myślał, każdy czarodziej zna łacinę, a który nie zna, to niech się prędko nauczy, bo powtarzanie zaklęć âźna skrzataâ może powodować pomyłki i bolesną śmierć. W większości krajów czarodzieje pozostali zresztą przy łacinie, ale jego rodacy ochoczo przeszli na angielski. Dziwactwo, stwierdził stanowczo, dziwactwo wymyślone dla leniwych mugoli. Jak ktoś koniecznie chce, żeby po angielsku i nos w nos z księdzem, to niech idzie do Zjednoczonych albo gdzie, myślał wchodząc do bramy kamienicy numer 3 i wypijając niewielką buteleczkę płynu o ohydnym smaku.
Eliksir wielosokowy pozbawił go możliwości korzystania z magicznego oka, ale w końcu nic nie jest doskonałe. Wyszedł na ulicę, bardzo starając się nie kręcić ciągle głową.
Obrzucił niechętnym wzrokiem niewielki biały dom między boczną bramą Ogrodów Narnijskich a Komendą Główną, rezydencję Ministra Magii. Knot nosił się z zamiarem jej rozbudowy, w końcu wolał jedna zatroszczyć się o swój prywatny dom opodal Wzgórza św. Karola. Słusznie skądinąd, bo ile można być Ministrem?
W dodatku takim Ministrem, pomyślał sarkastycznie, skręcając w prawo w niewielki plac oddzielający Ministerstwo Magii od Starej Pokątnej. Pomnik upamiętniający zwycięstwo nad Urgiem Utytłanym, z wyczuciem hipogryfa w składzie porcelany umieszczony niemal naprzeciwko banku Gringottów, a ze względu na konwulsyjne pozy wyobrażonych na nim postaci znany jako Pomnik Paralityków, obwieszony soplami i przyprószony śniegiem wyglądał niemal dostojnie. Zegar na widocznej w oddali wieży dworca wskazywał kwadrans po jedenastej. W sam raz zdąży pod âźMłot i Sierpâ na spotkanie z tym jakimś Ślizgonem, Davym czy jakoś tak, z którym miał stworzyć przeciek kontrolowany dla Snapeâa.
Właśnie ta perspektywa psuła mu humor. Ze Ślizgonem, też coś! Lupin twierdził, że porządny Ślizgon. Akurat. Porządną Ślizgonkę to on, i owszem, w życiu jedną spotkał, była jego sąsiadką, jak jeszcze mieszkał na Radosnej, w burdelu na Składach pracowała, ale ją za pijaństwo wyrzucili.
Przeciął Pokątną przed Ministerstwem, starannie nie patrząc na transparent na frontonie gmachu głoszący, że nie pozwolimy smażyć śmierciożerczej jajecznicy na naszej magicznej patelni, minął okazałe czteropiętrowe kamienice Wysokiej Pokątnej, by wreszcie ostentacyjnie spokojną Warzelniczą dotrzeć do placu oficjalnie noszącego elegancką nazwę Nowego Rynku, a przez czarodziejów twardo nazywanego Placem Gotyckim. Za Gotami nie przepadał, zbyt mu przypominali wampiry, ale żywność gotycką cenił sobie bardzo, a perspektywa zjedzenia udźca baraniego popijanego niechmielonym piwem znacząco zmniejszała jego niechęć do załatwiania poważnych spraw z wychowankiem domu Slytherina.
Runy znał słabo, a języka Gotów prawie wcale. Jednak narzędzia wyobrażone na szyldzie drugiej karczmy za rogiem nie pozostawiały wątpliwości, że to w tym lokalu się umówił.
- Plebeius - mruknął, celując sobie różdżką w pierś, i pchnął drzwi. Kamuflaż kamuflażem, a lepiej nie zwracać uwagi. Stała czujność to podstawa.
Zwierzęce tusze powoli obracane na rożnach nad paleniskiem pośrodku kamiennego wnętrza wyglądały zachęcająco. Blada acz mocno zbudowana karczmarka bez pytania postawiła przed nim gliniany kufel. Skinął głową i powoli zaczął pić, oparty o skórę łosia wiszącą na ścianie przy drzwiach.
- Ładna pogoda â zagadnął go długowłosy blondyn w długim, szerokim płaszczu z czarnej skóry. â W zeszłym roku o tej porze padał deszcz.
- Deszcz ze śniegiem â skorygował. Z uznaniem odnotował, że Davy... nie, nie Davy, ale jakoś podobnie... potrafił się zakamuflować dużo skuteczniej niż robili to aurorzy, zwłaszcza młodzi, idąc na rozpoznanie. Wybrał kamuflaż idealnie dopasowany do miejsca i zrealizował perfekcyjnie.
Chwilę patrzyli w płomień paleniska. Blondyn skinął dłonią na karczmarkę i ruszył w stronę masywnego stołu w głębi lokalu.
- Uwierzył? â spytał Moody, nie mając specjalnych wątpliwości, jaką odpowiedź usłyszy.
Gudgeon Davey dłuższą chwilę walczył z opornym ścięgnem.
- Nic z tego â odparł.
Moody odstawił pusty kufel.
- Wspomniał coś?
Kufel odleciał w stronę szynkwasu, mijając się w locie z drugim, pełnym.
- Bezpośrednio nie, bo bezpośrednio to on mi przecież o was nie powie. Ale wiem, co powinien był zrobić, gdyby kupił to, coście mu podsunęli.
Moody nie zdziwił się specjalnie. Zdziwiłby się raczej, gdyby Snape uwierzył w informację, którą podano mu otwartym tekstem.
Poniekąd był nawet zadowolony. Plan âźZupa dla duchaâ zapowiadał niezłą zabawę i w sumie szkoda byłoby, gdyby miał pozostać w sferze teorii.
- No to słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać...
- I myślisz, że on to kupi? â spytał Davey, gdy Moody w połowie kolejnego kufla skończył drobiazgowy opis fikcyjnego planu. Jeśli plan się powiedzie, ubiją dwa smoki jednym zaklęciem â szpieg w Zakonie zostanie ostatecznie zdemaskowany, a ładunek bezpiecznie dotrze do Hogwartu. Tym samym pociągiem zresztą, ale o tym nie uznał za stosowne rozmówcy informować.
- A ty jak uważasz? Po mojemu to się trzyma kupy.
- Po mojemu właściwie też. Gdybym nie znał sprawy, tobym się właśnie spodziewał, że transmutujecie ładunek, cokolwiek to jest, w jakiegoś elemelka o intrygującym wyglądzie i wyślecie na bezczelnego wagonem bagażowym. Ale jak to kiedyś wylezie, to kolej was pobłogosławi â zauważył zgryźliwie Davey. â A wylezie na pewno, bo to jest numer z gatunku tych, o których będziecie opowiadać dzieciom na spotkaniach z kombatantem, a one będą bardzo znudzone, bo to znają na pamięć. A za ten wagon, co śmierciojady rozwalą, to kto zapłaci?
- Na eto i wojna â wzruszył ramionami Moody. Rozmówca wprawdzie nie miał żadnego powodu rozumieć po rosyjsku, ale gest i ton głosu były aż nadto wymowne. â Swoją szyną ciekaw jestem, jak mu to podsuniesz...
- Skutecznie â uciął rozmówca. â On też lubi niektóre nasze specjały. I też mówi przy nich za dużo.
Londyn, Dziurawy Kocioł, niedziela, 23 lutego 1997 r.
- Nie wiem czy to będzie typowy wykład, do jakich przywykliście...
Część mugoli z widocznym trudem powstrzymała się od śmiechu. Zdziwiliby się raczej, gdyby wykład faceta o ruchach niedźwiedzia i aparycji Frankensteina, z upiornym wirującym okiem, był typowy.
- Raczej nie, dlatego, że jestem nietypowy i pan dyrektor też jest nietypowy i przez większość życia byliśmy w nietypowych sytuacjach. Postaramy się mówić nie więcej jak dwadzieścia minut, może pół godziny, a potem państwo powiedzą, co byście chcieli wiedzieć. Jak nie będzie pytań, to nie ma sprawy, my poprowadzimy monologi, czyli wykłady. Z tym że monolog, jak to monolog, może być nieciekawy dla niektórych, więc od razu dwa warunki. Po pierwsze jeśli Państwo za te pół godziny wybiorą monolog, to nikomu nie wolno stąd wyjść, bo nam nie płacą za mówienie do pustej sali. Po drugie ci, którzy będą znudzeni i będą zasypiać, a wiedzą, że jak śpią to chrapią, niech się przeniosą dalej, bo nas to wybija z rytmu...
- Dzięki, Alastorze â wpadł mu w słowo Dumbledore. - Proszę państwa, ja ze swej strony przede wszystkim z góry przepraszam, jeżeli powiem coś oczywistego albo też coś pominę, bo mi się zdawało oczywistym.
Trudno mi jest mówić o świecie mugoli, bo go za słabo znam. Jeszcze trudniej mi mówić o świecie czarodziejów, bo go znam za dobrze. Ale spróbuję opowiedzieć trochę o różnicach między tymi światami.
Podstawowa różnica między cywilizacją mugolską a magiczną polega na tym, że czarodzieje, choćby chcieli, nie są w stanie uwierzyć, że człowiek jest wszechmocny. Ja wiem, że intuicyjnie to właśnie czarodzieje powinni wierzyć w ludzką wszechmoc, bo przecież umiemy czarować. Mówicie czasem, że coś się zmieniło âźjak za dotknięciem czarodziejskiej różdżkiâ. Ale właśnie ta różdżka zaprzecza naszej wszechmocy. Bo ta moc, z której korzystamy, nie jest z nas i nie wiemy, skąd się bierze. Czarodziej może nie wierzyć w Boga, ale choćby się nie wiem jak starał, nie zdoła zaprzeczyć istnieniu magii. Trudno zresztą być materialistą, jeśli się na codzień ma do czynienia z duchami, na przykład w szkole, którą mam zaszczyt i przyjemność kierować, jest siedem duchów, z których jeden uczy historii magii. Czyli w każdym razie czarodziej wie z niezachwianą pewnością, obiektywnie i niezależnie od jego woli istnieje coś, co nie jest materialne, coś, z czego on może korzystać, ale tego nie wytworzył, nie może zniszczyć i nigdy ani stworzyć, ani zniszczyć nie będzie mógł. Toteż dla czarodzieja rzeczy są tym, czym są, ludzie są tym, kim są (na przykład mężczyźni mężczyznami, a kobiety kobietami, dzieci dziećmi, a dorośli dorosłymi), i Bóg, jeśli się w niego wierzy, jest tym, kim jest. Rzeczy i ludzie mogą się zmieniać, ale na razie rzeczy są tym, czym są, a nie tym, czym by człowiek chciał, ludzie są tym, kim są, a nie tym, kim by chcieli.
Mugole są w stanie zaprzeczyć. Założę się o każde pieniądze, że wielu z państwa nawet wierząc w Boga po cichu uważa, że człowiek jest bogiem.
Oczywiście to, o czym mówię, dotyczy mniejszości mugoli, ale właśnie z tą mniejszością się stykamy, bo ona żyje w Europie, Ameryce Północnej czy Australii. Proszę zwrócić uwagę, że z jednej strony w środowiskach, w których państwo się wychowali, z założenia nie wierzy się w magię i czarownice, a z drugiej strony w waszej społeczności bardzo dobrze prosperują wróżki, spotyka się też inne usługi magiczne. Część tych usług to jest ewidentna szarlataneria uprawiana przez mugoli, ale część świadczą zasymilowani charłacy, to znaczy dzieci czarodziejów nie mające lub mające bardzo słabe cechy magiczne. I ci ludzie, podając się za czarodziejów, obiecują skutki magiczne, jakich żaden szanujący się czarodziej by się nie podjął wywołać.
Słyszałem też o różnych pomysłach z dziedziny magii nazywanych jakoś inaczej, robienie różnych rzeczy siłą woli, sprowadzanie lub usuwanie złej energii i tak dalej. Tak, żeby korzystać z magii, nie wierząc w nią. Ale o tym to państwo niezawodnie wiedzą więcej ode mnie.
Ja ten temat jeszcze rozwinę, na razie jednak powiedziawszy o tym, co mi się zdaje najważniejszym, o to samo poproszę pana Moody'ego.
Alastor Moody przetarł żywe oko. Był tak przekonany, iż czeka go co najmniej kwadrans słuchania kwiecistej przemowy w najlepszym dyrektorskim stylu, że myślami był gdzie indziej. Co najmniej o piętro niżej, w głównej części Dziurawego Kotła.
- Wybór trudny, bo bardzo ważnych spraw, o których państwo moim zdaniem powinni wiedzieć, jest sporo. Wspomnę o szczególe, na który nie wiem, czy pan dyrektor nie zwrócił uwagi przez przeoczenie, czy rozmawiał ze zbyt rozgarniętymi mugolami, czy może powodowany uprzejmością nie wspominał o tym. To jest coś, na co się w rozmowach z mugolami natknąłem bardzo wiele razy. Większości mugoli zdaje się... jeśli państwu się nie zdaje to ja bardzo państwa przepraszam, ale tym, z którymi rozmawiałem, to się zdawało... że świat się zaczyna od nich, no powiedzmy od ich rodziców...
- Brytyjskich mugoli, Alastorze â upomniał go Dumbledore.
- Brytyjskich, oczywiście. Państwo wiedzą, kto to był Churchill, ale co robili wasi krewni, jak on był premierem, to pewnie nie macie pojęcia. A ja wiem, co robili moi przodkowie, jak była w osiemnastym wieku rebelia goblinów, i moi koledzy w szkole też wiedzieli. W dwóch przypadkach okazało się, że mieliśmy wspólnego przodka. I ogólnie dla was to, co było w czasie wojen powiedzmy burskich, to mogło być sto lat temu albo dwieście, albo wcale mogło nie być.
Są narody, w których to się liczy. Dlatego na przykład my rozumiemy, o co chodzi mugolom w Palestynie albo na Bałkanach, a większość mugoli nie rozumie. Bo dla nas to jest oczywiste, że ktoś chce mieć u siebie miejsce, w którym jego przodkowie walczyli w czternastym wieku, a dla was jest tak samo oczywiste, że to nie ma żadnego znaczenia. Już nie mówiąc o tym, jakie to ma znaczenie, że Żydzi gdzieś mieszkali od zawsze do pierwszego wieku po Chrystusie...
Skąd to się bierze? Nie wiem dobrze, ale pewnie to ma coś do czynienia z tym, że u nas niektórzy żyją dłużej. Na ogół czarodziej żyje tyle co mugol, wielu ginie wcześniej, zwłaszcza w moim zawodzie, ale czasem rodzą się czarodzieje, którzy się starzeją bardzo powoli. Dwa, czasem i trzy razy wolniej. Ot, na przykład obecny tu pan dyrektor... któryż ty jesteś rocznik, Albusie?
- Sześćdziesiąty trzeci.
- No właśnie. Pan dyrektor ma sto trzydzieści trzy lata. Nieźle się trzyma, jak na ten wiek. A trafiają się tacy, co żyją po trzysta. No i do tego posiadacze kamienia filozoficznego, którzy żyją, aż im się znudzi, chyba że wcześniej stracą Kamień. - Na sali podniósł się szmer niedowierzania. - Pięć lat temu - Alastor mówił nieco głośniej, nie zmieniając jednak tonu - pochowałem znajomego, alchemika z zawodu, który miał sześćset dwadzieścia siedem lat. Z młodości pamiętał spalenie Jana Husa, był dobrze starszym człowiekiem, kiedy odkryto Amerykę. Jak się rozmawiało z takimi ludźmi, to można mieć wrażenie, że kolej żelazną wymyślono wczoraj...
Londyn, dworzec Kingâs Cross, peron 9 Âź, sobota, 1 marca 1997 r.
- Opóźniony pociąg...
Charlie Weasley nie dowiedział się, skąd i dokąd jedzie opóźniony pociąg i co teraz ma zrobić. Z megafonu rozległy się prychania, trzaski, zgrzyty i wiele innych intrygujących odgłosów, po czym rozległ się ten sam co na początku kobiecy głos:
- ...przy peronie wpół do trzecim.
Nieznacznie pomacał się po kieszeni i sprawdził, czy piersiówka z eliksirem wielosokowym jest na swoim miejscu. Była.
Starając się nie rozglądać zbyt intensywnie, próbował zidentyfikować swoich towarzyszy podróży. Ot, na przykład ten brodaty czarodziej w króliczej uszance i rozpiętym palcie, które najwyraźniej przed ufarbowaniem na czarno było sowieckim szynelem oficerskim, stojący pod tablicą z rozkładem jazdy i wpatrujący się w Wybrane informacje przewozowe i taryfowe tak intensywnie, jakby naprawdę pasjonowała go informacja, że Bohater Magicznej Anglii nie potrzebuje płacić za bilet, chyba że się koniecznie uprze. Czy jest tu jakiś frajer, żeby się założył o półkwartę Tatrafeuer, że to nie jest Remus Lupin?
Niedobrze, pomyślał, patrząc na rabina w lisiurze, którego kanciaste ruchy i ciągle przymknięte prawe oko nie pozostawiały wiele wątpliwości. Skoro ja widzę, to dobrze poinformowany wróg też się kapnie.
- Pociąg ekspresowy Hogwart Express do Manchesteru i dalej jako pospieszny do Glasgow, Hogsmeade i Fort William wjedzie na tor...
Z ulgą zwinął Naszego Proroka, którego z zasady nie czytał i dlatego tym razem kupił w celu odwrócenia uwagi, i ruszył w stronę wskazanego peronu. Starannie nie patrząc na dwóch Gotów wysiadających z wagonu bagażowego, wsiadł do tego samego wagonu co oni, lecz o przedział dalej. W chwilę później w przedziale zjawił się rabin, za którym skrzat bagażowy niósł wielki kufer, a po minucie człowiek w uszance, z pokaźnych rozmiarów walizą.
Spojrzeli na siebie i jednocześnie skinęli głowami. Gdy pociąg opuścił dworzec, wszyscy trzej jednocześnie wyciągnęli różdżki.
- Plebeius!
Przez kilka godzin będzie można nie pić tego świństwa. Oni się nie będą rzucać w oczy. Fantomy towarzyszące w wagonie bagażowym intrygująco wyglądającym skrzyniom â i owszem.
- No to jak, panowie? â odezwał się głos Gota stającego w drzwiach od strony korytarza. â Gramy?
- Nie widzę inaczej â poparł go drugi głos, mieszając się ze świstem powietrza zza otwartych drzwi zewnętrznych. â A mugol i rabbi stoją na cynku...
- Ale przecież tłumaczę pani...
Konduktor wyszedł z ich przedziału półtora rozdania temu, a ciągle go słyszeli. Próbował coś wytłumaczyć wiekowej pasażerce, która najwyraźniej przerywała mu w pół zdania i coś mówiła â na tyle niewyraźnie, że zza ściany nie można było zrozumieć, co mówi.
- Tak, proszę pani, ale w tym pociągu bezpłatny przejazd pani nie przysługuje...
Znowu głos kobiety, wyraźnie coraz bardziej zdenerwowanej. Konduktor także z widocznym trudem zachowywał spokój, mówiąc jednak głośniej i bardziej dobitnie.
- Wiem, proszę pani ale to jest pociąg ekspresowy...
Kobieta wygłosiła długi monolog, w którym dawało się wyróżnić słowa âźniepoważnyâ i âźoszustwoâ.
- Proszę pani! â tym razem konduktor chyba użył Sonorusa. â Ma pani, o, tu, wyraźnie napisane, raz w miesiącu bezpłatny przejazd do i z miejsca zamieszkania wnuków, które nie ukończyły lat dwunastu, pociągiem osobowym!
- A ten â teraz również kobietę było słychać wyraźnie â to jaki jest?! Bydlęcy?!!!
Robin Parkinson z satysfakcją patrzył na wypadające z tunelu i majestatycznie spadające w przepaść resztki wagonu. Chyba nie będzie potrzeby deportować się i sprzątać. Nie po takich zaklęciach, jakimi potraktował tych frajerów razem z ich cennym ładunkiem. Ten wąwóz stanie się ich grobem.
W sumie właściwie warto sprawdzić...
Zanim zdążył podjąć decyzję, poczuł ostry ból w kości ogonowej. Pomost wagonu usunął mu się spod nóg.
Czarny Pan nauczył ich wielu przeciwzaklęć prewencyjnych. Nie było wśród nich jednak takiego, które uchroniłoby przed wypadnięciem z wagonu człowieka kopniętego poniżej krzyża obcasem smokerskiego glana rozmiaru 50. Ani takiego, które mogłoby uchronić czaszkę i mózg przed skutkami uderzenia z prędkością pięćdziesięciu mil na godzinę w stalową konstrukcję nośną mostu.
Charlie Weasley wyciągnął nóż, przyłożył do różdżki i zawahał się. Jakoś głupio robić nacięcie na różdżce, skoro załatwił sprawę po mugolsku, bez użycia magii.
Ale w takim razie czy ma zrobić sobie sznyt na nodze?
- Poszło? - spytał Lupin z udaną obojętnością, nie przerywając wykładania kart na stół.
- Co miało nie pójść â mruknął Charlie. - Łatwo przyszło, łatwo poszło. Co gracie?
- Przygotowują się do przerżnięcia czterech liści â odparł George, patrząc, jak na jego blotkę spada singlowy smok.
- Wist pod samotnego smoka to jest to, co dźwiedzie lubią najbardziej â skomentował Fred.
- A ciężar prawdziwej wiary ci nie przeszkodził? - zainteresował się jadowicie Alastor Moody, nieco zbyt pedantycznie składając szychtę.
- Nie. Bo to zły człowiek był â wyjaśnił uprzejmie Charlie, wychodząc z przedziału.
- Czysto? - spytał żylastą staruszkę wchodzącą z zewnętrznego pomostu.
- A co ma nie być czysto â odparła Tonks, przybierając swój zwykły wygląd. - Tylko trochę wieje... - Zapalisz?
- A wiesz, że chętnie. Trochę się jednak zdenerwowałem.
- A co było?
- Chwast do wyrwania, a co miało być?
- Ach, to.
Wypalili po papierosie prawie do końca, nic nie mówiąc.
- Życie jest cholerne â odezwała się nagle Tonks.
- Można to tak nazwać â zgodził się Charlie. - A co tym razem?
Ogólnie się domyślał. Tonks bardzo rozsądnie zrezygnowała z jawnych prób zacieśnienia znajomości z Lupinem, ale za to podejrzanie często okazywało się, że różne sprawy wymagają ich współpracy.
Tonks długo nie odpowiadała. Patrzyła w zamglone okno.
- Do cholery â wybuchnęła nagle - kochać mnie nie musi, ale szanować powinien!
Pytanie, kto mianowicie, było zbędne. Charlie westchnął ciężko. Lupin nie miał wysokiego wyobrażenia o kwalifikacjach aurorskich Tonks i trudno mu się było dziwić.
Tonks została aurorką z najwyższym trudem i głównie dzięki metamorfomagii. Dość szybko okazało się, że ta cenna skądinąd właściwość nie wyrównuje braku wielu innych kwalifikacji aurorowi niezbędnych. Lupin mawiał, że to jest aurorka przez grzeczność.
Widocznie albo w pewnym momencie nie udało mu się tego ukryć, albo ta opinia dotarła do Tonks okrężną drogą.
- A uchyla się od tego obowiązku? Dawać go tu!
- Jeszcze nie wiem. Ale jak się dowiem, obiecuję się wkurzyć.
Hogsmeade, âźTrzy Miotłyâ, tegoż dnia wieczorem
- Uważaj, mała!
W stosunku do dziewczyny jego wzrostu brzmiało to dosyć dziwnie. Kiedyż to dziecko tak urosło?
- Sam se mały! â prychnęła Ginny Weasley, patrząc z góry na typa, z którym zderzyła się w drzwiach toalety. â Nie nauczyła mama, że się najpierw wychodzących wypuszcza?
Czego mnie mama nauczyła, to ty wiesz najlepiej... siostrzyczko, pomyślał Charlie Weasley. Mógł sobie pogratulować. Harry Potter spytał go o godzinę per âźproszę panaâ, , teraz rodzona siostra go zwymyślała, a on nie wypadł z roli. Eliksir Wielosokowy to nie wszystko. Trzeba jeszcze pamiętać, że się nie jest sobą.
Żeby tylko nie Susan, myślał kiwając się nad pisuarem. Po raz pierwszy od półtora roku za wszelką cenę chciał uniknąć spotkania z Susan.
- Dlaczego, na widły i gumofilce czcigodnego Kim Jong Tika, musieli wieźć ten towar pociągiem? - syczał scenicznym szeptem Lupin. - Jeszcze naszym? Mugolskimi środkami transportu trzeba było, to i towar by był, i Charlie by żył...
Charlie zesztywniał. Żeby tylko Susan nie...
- Dlatego, że, na szpilki i pończochy szanowanej i kochanej towarzyszki Kim Dzon Suk...
Cho Chang, która zastrzygła uszami już przy poprzedniej kwestii, teraz wyglądała jak słup soli, ale Charlie tego nie zauważył. Susan słyszała. Może słyszał też ktoś, dla kogo te słowa były przeznaczone, ktoś, kto zaraz zamelduje swojemu szefowi o pełnym powodzeniu akcji, ale na pewno słyszała Susan. Siedziała sztywno w kącie, między Erniem Macmillanem i tym wyrośniętym chłopakiem, z którym grała w gwinta, kiedy się spotkali w pociągu, i rozpaczliwie rozglądała się po lokalu, jakby spodziewała się, że zobaczy jego ducha.
- La chaim! â krzyknął, usiadłszy z powrotem między Lupinem a Fredem. â Za pobiedu!(1)
Susan obejrzała się gwałtownie. Potrząsnął głową i spojrzał jej w oczy.
Krótko. Ale wystarczyło.
Hogwart, sobota, 8 marca 2007 r.
- No dobra, ale dlaczego nie ja? â Ron wreszcie zdecydował się postawić sprawę jasno.
Nieraz rozmawiali, że trzeba wyznaczyć jakiegoś zastępcę â kogoś, kto by mógł dowodzić Gwardią, jeśli w krytycznym momencie jego zabraknie. Zdawał sobie sprawę, że Ronowi przez myśl nie przejdzie, że tym zastępcą mógłby być ktoś inny niż on.
Równocześnie nie miał najmniejszego zamiaru powierzać Gwardii Ronowi. Zbyt łatwo Rona uskrzydlały sukcesy, zbyt łatwo i zbyt głęboko przygnębiały porażki, zbyt łatwo było go wyprowadzić z równowagi. I zbyt lubił dowodzić.
Wiedział, że będzie musiał przeprowadzić tę rozmowę, wiedział, że nie będzie łatwo. Miał zamiar przyjść do szpitala wieczorem. McLaggen jednym celnym ciosem pałki sprawił, że teraz Harry, zamiast teraz oblewać w pokoju wspólnym zasłużone zwycięstwo, przeżuwał w szpitalu najgłupszą porażkę od trzech lat. I doprawdy kłótnia z Ronem była mu potrzebna jak dementor na weselu.
Nie tak miał ten dzień wyglądać. Do czasu wszystko szło zgodnie z planem. Przed meczem cały Gryffindor był tak podniecony, że jednoczesne wyjście wszystkich gwardzistów na minutę pozostało niezauważone.
Skąd Charlie tym razem wziął zmieniacz czasu zdolny objąć dwadzieścia osób, pozostawało jego tajemnicą. Grunt, że wziął.
- Bo ty jesteś zajęty i nie jedynak.
- Harry, nie wyskakuj z tematu! â zezłościł się Ron. â Jedynacy mają większą moc?
- Z niczego nie wyskakuję â odparł Harry, podziwiając własną cierpliwość. â Jedynacy nie mają rodzeństwa. W tym nie mają rodzeństwa w Gwardii ani w ogóle w Hogwarcie, a ty masz Ginny. Hermiona nie ma rodzeństwa, nie ma chłopaka... no, coś byśmy chyba wyczaili?... a ty byś w razie czego Ginny nie poświęcił. Hermiony zresztą też nie.
- Hermiona mnie ani ciebie też by nie poświęciła!
- Mnie nie, ale wcale nie dlatego. Mnie jako mnie to spoko. Tylko z powodu tej pieprzonej przepowiedni nie.
- Jasne â mruknął z goryczą Ron. â A ja co? Jeden Weasley więcej, jeden mniej, chuj z tym, i tak nikt się nie doliczy!
- Nie pieprz â zirytował się Harry. â Nie prosiłem się o to! Nie prosiłem, żeby mnie ktoś chronił! A może uważasz, że... â urwał, bo w drzwiach stanęła Hermiona. â Cześć, Miona.
- Cześć. Co tam u was?
- Mam skasowaną całą florę bakteryjną i niewyjaśnione dolegliwości nerek i wątroby, ale poza tym jestem zupełnie zdrów â uspokoił ją Ron.
- Stan po pęknięciu czaszki, wstrząśnienie mózgu, żądza mordu, poza tym wszystko w porządku â dostosował się do niego Harry.
- Kiedy was wypuszczą?
- Jak Pomfrey się zgodzi albo jak Voldemort rozpieprzy Hogwart, w zależności od tego, co nastąpi prędzej â wyjaśnił sarkastycznie Ron.
- Mogę coś dla was zrobić?
- A miałabyś chwilę czasu, żeby o czymś pomyśleć?
Hermiona nie odpowiedziała od razu. Jakby przez dłuższą chwilę zastanawiała się, czy ta prośba nie kryje w sobie jakiegoś podstępu.
- Chyba bym mogła, a o czym?
- O tym, jak zakamuflować ćwiczenia.
- A nie można dalej zmieniaczem? - wtrącił się Ron.
- W zasadzie można â zgodził się Harry â ale to nie wszystko. Tym razem mogliśmy wszyscy pójść w boczny korytarz, bo cała buda żyła meczem, następnym razem tego nie będzie i nie może też nagle tak ni z różdżki, ni z gruszki cała ekipa naszych z Gryffindoru iść do klopa...
- Harry mówił, że rzuciliście Plebeiusa?
Hermiona patrzyła na ścianę nad jego głową, jakby spodziewała się znaleźć tam trochę cierpliwości.
- A mówił, że to jest słaby sposób, kiedy trzeba zamaskować większą ilość osób przed ludźmi, którzy te osoby dobrze znają?
Harry nie mówił.
- Nie robi â zdecydował w końcu Ron. - Lepiej mówcie, jak wyszło.
- A jak miało wyjść? Za chwilę był mecz â przypomniała sarkastycznie. - Wszystko, co lata, skupiło się na ćwiczeniu walk powietrznych, jakby tego nam było najbardziej potrzeba... Ty mu opowiedz â zwróciła się do Harry'ego â bo ja jak o tym myślę, to mnie jeszcze trzęsie.
Nora, niedziela, 16 marca 2007 r.
Arthur Weasley odsunął od siebie stos pism i oparł się ciężko o biurko. Spojrzał na zegar. Dziesięć po pierwszej. Trzy zielone sowy na szczycie zegara zdawały się patrzeć na niego z mieszaniną zdziwienia i współczucia.
- Incendio â mruknął, wkładając koniec różdżki do kominka dwustopowej fajki. Ciągnął, aż poczuł w ustach ostry smak dymu tytoniu sykomorowo-kawowego.
Zaciągnął się jeszcze dwa razy.
Przywieziony przez Billa z Egiptu specyfik zasłużenie uchodził za znakomity środek na poprawienie koncentracji i odpędzenie senności. To właśnie dzięki temu specyfikowi Arthur, zamiast godzinę temu zasnąć z głową opartą o biurko pomiędzy dębową pukawką odziedziczoną po teściu a niedopitą piątą filiżanką kawy, zgłębiał teraz mugolską prasę z najniższych półek.
Po pierwszej godzinie takiej lektury stwierdził, że nic nie rozumie. Od tego czasu minęły cztery godziny i Arthur nic nie rozumiał jeszcze bardziej.
Zainteresował się tego typu prasą w ambitnym zamiarze przeniknięcia logiki mugoli. Już po krótkim czasie zorientował się, że zamiar okazał się zbyt ambitny. Zgadnięcie, dlaczego na pierwszych stronach pojawiają się intymne szczegóły życia osób, o których nic nie pisano rok wcześniej ani trzy lata później, a w dodatku nic nie wskazuje na to, by te osoby dokonały czegoś godnego uwagi, przerastało jego możliwości intelektualne.
No dobrze, Lockhart też błyszczał i uwodził, ale on przynajmniej napisał parę ciekawych książek, a przypisywano mu sporo bohaterskich czynów. Że to był humbug, to zupełnie inna sprawa.
Owszem, o Harrym Skeeter się rozpisywała zupełnie absurdalnie, ale to był człowiek, który zatrzymał Voldemorta. Żadnemu czarodziejowi nie przyszłoby do głowy podniecać się życiem prywatnym spikera CRR. A ewentualne romanse żony ministra wzbudziłyby najwyżej zażenowanie.
Starannie ułożył pisma w pryzmę. Powinien za to zajęcie dostać dodatek za zgłupienie. Bieda w tym, że chyba musiałby go sam od siebie zażądać.
Miał wrażenie, że porwał się na zadanie ponad jego siły. Niejasno czuł, że aby napisać sensownie to, czego sie podjął, musi zrozumieć mugolstwo w jego najtrywialniejszych przejawach.
Na razie nie rozumiał zupełnie. Jedyne, co mu się udało zrozumieć, to â że w mugolskim świecie nie ma nic stałego i cokolwiek napisze, i tak za dziesięć lat będzie trzeba połowę zmienić.
Odsunął swoje materiały badawcze i zagłębił się w lekturze Prosto z mostu.
Sześćdziesiąt lat temu pewien mugolski polityk patrząc, jak rządzący jego krajem próbują obłaskawić umiłowanego ucznia Grindelwalda, powiedział:
- Mieli do wyboru wojnę albo hańbę. Wybrali hańbę, a wojnę będą mieli również.
No nie, świat się kończy. Matt Fisher powołuje się na Churchilla...
Wojna przyszła rok później. Mugolska Wielka Brytania nie przegrała jej między innymi dlatego, że czarodzieje, nauczeni smutnymi doświadczeniami przeszłości, od początku wybrali wojnę.
Polityka pokornego cielęcia jest ohydna, ale to samo w sobie jej nie przekreśla, bo polityka w ogóle nie jest sprawą miłą w dotyku, nad którą unosi się zapach róż przecudny. Oprócz tego jednak jest po prostu głupia i nieskuteczna, a to już zarzut poważniejszy.
Rozpisałem się tak o wielkich sprawach nie z nudów i nie z braku aktualnego tematu. Temat jest bardzo aktualny. Oto na pierwszej stronie Proroka Codziennego, co prawda nie na czołówce, zupełnie serio widzę pomysł, co zrobić, żeby nie powtórzyła się tragedia z Cardiff.
Tragedia. Ładnie powiedziane. Tragedia, myślał, to jest dopust Boży. Tragedia, którą ktoś świadomie i z premedytacją spowodował, to już nie jest tragedia.
A restauracja goszcząca wesele czarodzieja z mugolką nie zamieniła się w kupę gruzów sama z siebie. Dwóch innych par mieszanych wraz ze świadkami, w tym jednej razem z księdzem, też nie zabił grom z jasnego nieba.
Zdaniem red. Ashby należy po prostu zakazać (czasowo, rzecz jasna) małżeństw mieszanych. Pomysł genialny w tej prostocie. Prawie tak, jak likwidacja choroby przez zabicie pacjenta.
I tak nie mają łatwo, pomyślał Arthur. Rejestracja w Ministerstwie, której co prawda nie mogą odmówić, ale żadna przyjemność się tłumaczyć, dyspensa od biskupa, specjalny kurs przeciwmałżeński... tego, no, przedmałżeński... w sumie to akurat może lepiej, że jest, bo nawet z czarownicą czasem ciężko się dogadać, a co dopiero z mugolką...
Ciekawe, co usłyszymy, kiedy z kolei pioruny kuliste zaczną niszczyć lokale, do których wpuszcza się mugoli, potem takie, w których obsługuje się mugolaków...
Arthur odłożył na chwilę gazetę, sięgnął ręką do pukawki i energicznie odpukał.
Czarodziej ma prawo oczekiwać, że magiczna Anglia zapewni mu bezpieczeństwo. Toż samo mugole obojga płci, którzy przez małżeństwo w jakimś sensie stają się jednymi z nas â choćby dlatego, że są lub będą ojcami czy matkami magicznych dzieci. A każdy z nas musi mieć pewność, że w razie potrzeby cała społeczność czarodziejów stanie za nim murem. Jeśli Ministerstwo gwiżdże na to, czego wymaga przyzwoitość, to może przekona je zimna kalkulacja sięgająca dalej niż koniec własnej różdżki? Ta zaś również nakazuje im to bezpieczeństwo zapewnić â przyjmując dla dobra dyskusji, że nie chcemy pewnego dnia obudzić się w kraju faktycznie rządzonym przez tego, którego imienia nie ma zwyczaju wymawiać.
Że co? Że jak? Że słucham? Że w tej sytuacji każdy magiczno-mugolski ślub będzie potrzebował ochrony aurorskiej?
No to niech ją dostanie. Po to mamy aurorów.
Odłożył gazetę i próbował oszacować, ile co roku ślubów odbywa się w magicznej Wielkiej Brytanii i ile z nich stanowią śluby mieszane â miał niejasne wrażenie, że jakieś półtora procent, ale nie był pewien. Niecałe pół miliona przez siedemdziesiąt, jakieś siedem tysięcy, czyli mieszanych byłoby z tego ze sto. Dwa śluby na tydzień, dałoby się zrobić, tylko co potem? Jak długo można ich chronić?
Hogwart, 14 adar 5757 r.
- Git Purim! â w głosie Susan nie było słychać radości.
- I co? - spytał bez zbędnych wstępów Ernie Macmillan.
- Nu, cymes i makagigi â odparła zgryźliwie Susan. - A rebe Goldstein bałabas(2) jest, un cały pan, osoba!
- Su, mogłabyś otworzyć szafę? - zaproponował uprzejmie Ernie.
- Może bym i mogła, ale po cholerę?!
- Bo to chyba jest jedyna szansa, żebyś zaczęła mówić do rzeczy...
Susan rzuciła mu spojrzenie mordercy i usiadła ciężko na fotelu przed kominkiem. Odkąd centaury uwolniły Hogwart od krępującej obecności Dolores Umbridge, nie miała zwyczaju się upijać.
No dobrze, na weselu Eddiego trochę przesadziła, ale tam wszyscy przesadzali. Zwłaszcza po tym, jak pan młody kategorycznie zażądał wymiany eleganckich wąskich kieliszków na pękate, krzycząc: âźPić z tych naparstków, jeszcze w dodatku ajerkoniak, to trzeba być mrówkojadem!â
- A cukierki ślazowe â dodała z ciężkim westchnieniem - to une szie spaliły w ten pożar i są karmel.
Ernie przyjrzał się współprefektce i ze zdziwieniem stwierdził, że jest idealnie trzeźwa.
- A tak poza tym to co słychać?
- A co ma być słychać? Mówiłam, że w Purim nic z Goldiem nie załatwię, bo oni tam bardzo pobożnie chlają na umór i żadna dyrekcja im słowa nie powie, bo oni mają taki obrzęd religijny(3) i prosimy się odstosunkować, bo w ryj. Równie dobrze można by im ze względów bezpieczeństwa zabronić urządzenia Święta Namiotów.
- Obrzęd to obrzęd, my będziemy mieli podobne za parę dni, poleje się czerwone wino niewąsko, a jakoś we Wielki Czwartek można się z nami dogadać...
- Też coś â prychnęła Susan. â Wielki Czwartek u nas to przy Purim jest kinderbal dla grzecznych pierwszoklasistów.
- Jasne â pokiwał głową Ernie. â Zwłaszcza u smokerów.
- No dobrze, u smokerów to jest zabawa dla grzecznych trzecioklasistów. A Purim to jest balanga do oporu i tak ma być, z założenia.
- Niech będzie, ale chyba mamy w Ravenclawie jakichś gojów?
- A mamy, mamy â przyświadczyła zgryźliwie Susan. â Lunę El. Idealny partner do uzgadniania czegokolwiek. I Euana Abercrombie, lat dwanaście...
- A Terry to pies?
- A Terry to myślisz, że co? Od południa się integrował ze starszymi braćmi w wierze i jest już dawno zintegrowany w trzy dupy. Mało, że Purim, to Goldiemu wujek przysłał na siedemnastkę jakąś cholerycznie mocną pejsachówkę. Z zaklęciem uzupełniania chyba. Siedzi teraz z innymi Izraelitami i toto rozpracowują. W żadnym chrześcijańskim języku się z nimi nie dogadasz. Po angielsku w tej chwili nie rozumieją, a jak Goldstein próbuje mówić, to mu właśnie wychodzi taki bulgot. Poprawka. Powiedział mi oksfordzką angielszczyzną, żebym była uprzejma nie bębnić mu w czajnik... Charlie by się z nim może jakoś dogadał, bo zna trochę jidysz.
- Ewentualnie jakiś uzdrowiciel â mruknął Ernie. - Oni na studiach mają hebrajski, nie?
Susan nie była w nastroju do tłumaczenia im, że hebrajski jest tak podobny do jidysz jak angielski do węgierskiego, również mających ten sam alfabet.
- Może wyślij do niego Granger? - zaproponował Owen Cauldwell. - Mówiłeś, że ona wie wszystko, to może i z napranym Żydem się dogada?
- Odpada â odparła smętnie Susan. - Hermiona może sobie być genialna z zaklęć, transmutacji, oceemu, teologii wszystkich wyznań i jak przyrządzić trutkę dobrą na stryjny, ale do języków jest dętka. Poza łaciną, łaciny się jakoś wykuła...
- Aha. To zmienia postać â powiedział poważnie Owen, będąc pod wrażeniem faktu, że Hermiona Granger czegoś nie umie.
- Ja w każdym razie po ichniemu to umiem tylko powiedzieć âźLa chaim!â
- E tam. Jeszcze rabbi. I effatha. To jest po hebrajsku...
- Na tej zasadzie to jeszcze âźAllelujaâ - mruknęła zgryźliwie Laura Madley.
Ernie poczekał, aż Susan na niego spojrzy, i ruchem brwi zasygnalizował, że chciałby porozmawiać na osobności. Mrugnęła oczami i nieznacznie skinęła głową.
- To co z tym zrobimy? â spytała, gdy znaleźli się sami.
- A co my możemy za to? â odpowiedział pytaniem. â Trza zrobić te ćwiczenia do Wielkanocy, to się zrobi, nie? U was w sklepie by można, nie?
Wolała nie dopytywać się teraz, co Ernie nazywa sklepem(4).
- A tu by się nie dało? Ja wiem, że Wielki Tydzień, ale może jest jakiś sposób.
- We Wielkim Tygodniu nie idzie zrobić. Nie w zamku. W szkole i okolicy to aż po świętach.
Zgrzytnęła zębami. Potem nie będzie okazji. Charlie chciał szkolić ekipę latającą, w czym ogniście popierał go Harry i Ron. McGonagall obiecywała, że zajmie się intensywniej Wybranymi. Seamus i Dean upierali się, że trzeba przypomnieć części towarzystwa, jak się żegluje, wykorzystując do tego drakkar ukradziony z pobliskiej przystani szkoleniowej Latającego Holendra, bo te umiejętności też mogą się przydać, a Harry i tu dziwnie łatwo się z nimi zgadzał.
Krótko mówiąc, szkolenie musiało się odbyć przed Wielkanocą i w ogóle nie było innej możliwości.
Tymczasem w pokoju wspólnym Gryffindoru
- I naprawdę uważasz, że można sobie pozwolić na uczenie ludzi niezarejestrowanych zaklęć? â upewniała się Hermiona.
Harry wziął głęboki wdech.
- Zaklęcia nie dzielą się â tłumaczył tonem, jakim tłumaczy się niedorozwiniętemu dziecku oczywistą rzecz, czyli takim, jakim Hermiona tłumaczyła różne złożone sprawy jemu i Ronowi - na zarejestrowane i nie, tylko na skuteczne i nie.
- I to, że tego zaklęcia używali prawdopodobnie Śmierciożercy na mistrzostwach, też na tobie nie robi wrażenia?
- Jakbyś przy tym była â potwierdził Harry. â Wiesz, zdziwię cię, ale oni prawdopodobnie używają też Diffindo i Drętwoty, i co z tego? Powiem więcej â przeszedł w sceniczny szept â nie zdziwiłbym się, gdyby czasem używali Accio!
- Daj spokój â zezłościła się Hermiona. â Zawsze jak chcę coś serio, to ty albo zmieniasz temat, albo se robisz jaja. To może być czarna magia.
- Sama daj spokój. Skrzeczysz jak pospolitość. Działa? Działa! Lupin mówi, że kiedyś wszyscy tego używali!
Hermiona osłupiała. Mimo woli ogarnęło go poczucie triumfu. Nieczęsto zdarzało mu się do tego doprowadzić.
- Czego, przepraszam, używali?
- Levicorpusa! To było wtedy tak samo na topie jak, bo ja ci wiem, jak myśmy przyszli do budy to wszyscy rzucali na kumpli Galaretowate Nogi. I stało się co komu? A Lord, sama widziałaś, wymyślił parę ekstra zaklęć, a jest jeszcze z dziesięć takich, przy których ma napisane âźna wrogówâ, tylko żeby jeszcze skądś skołować paru wrogów do doświadczeń...
- W sumie nie ma potrzeby â wtrącił się Ron.
- Bo co? â spytali jednocześnie Harry i Hermiona.
- Bo i tak wiemy, że Lord nie sprzedawał kitu. Jak napisał na wrogów, znaczy to załatwia wroga na amen. A co mu konkretnie zrobi, to się dowiemy na miejscu, w sumie jaki masz problem czy ich patroszy czy zamienia w ohydne bryły... Hermi, co się tak patrzysz?
Londyn, Ceramiczna 10, Poniedziałek Wielkanocny, 31 marca 1997 r.
- Podurnieli w tym Czarodzieju - mruknął Charlie.
- A co jest? - zainteresowała się niemrawo Susan. Szczerze mówiąc, mało ją interesowało, co piszą w Czarodzieju czy gdziekolwiek indziej.
Najchętniej, z całą sympatią dla Lupinów i rodziny Andrei, opuściłaby wraz z Charliem gościnne progi i poszła gdziekolwiek, byle we dwoje. Pogoda była idealna na pierwszy wiosenny spacer do Ogrodów Narnijskich.
Ale jakoś głupio, żeby ojciec chrzestny znikał zaraz na początku chrzcin. A za godzinę, znając Charliego, będzie za późno.
- A zobacz... - klepnął dłonią płachtę pisma leżącego na komodzie w przedpokoju.
Od pewnego czasu Charlie wyrażał się o Czarodzieju ze zdecydowanie mniejszym szacunkiem niż kiedyś. Stanowczo odmawiał uznania, że nie było zdrajców, byli tylko uwikłani. Twierdził, że wprawdzie musi wszystko wybaczyć, ale nie ma powodu wszystkiego tolerować, że jest granica między przebaczeniem a pozwalaniem na zło i że Czarodziej ostatnio tę granicę przekracza.
Widocznie wiersz na pierwszej stronie wielkanocnego numeru jego zdaniem w to zjawisko się wpisywał.
Za nami noc, przed nami świt,
My morza sól, my ziemi ból
I nie prowadzą nas sztandary,
Triumfu hymnów nie zna nikt,
A jeśli walka będzie krwawa,
To nam tej walki będzie wstyd...(5)
- No i co?
- No i to, że jak chcą, to niech się wstydzą. Ja się wstydzić nie mam zamiaru. Jest jeden wyjątek, dwa, góra trzy.
- Mianowicie?
- Jeżeli ktoś zginie niepotrzebnie. Po naszej stronie, dodam dla ułatwienia. Albo jeżeli przegramy, chociaż mogliśmy wygrać.
- Ja bym znalazł jeszcze kilka â wtrącił się ojciec świeżo upieczonego chrześcijanina, podchodząc do nich z zachęcająco wyglądającym gąsiorkiem. â Ale, na świętą Urszulę i jedenaście tysięcy dziewic, może chociaż dzisiaj nie rozmawiajmy o pracy... Polać?
- Chorego pytają...
(1) Za pobiedu (ros.) - za zwycięstwo.
(2)Bałabas (jid.) â gospodarz.
(3) Es 9, 14-28.
(4) Sklep (pozn.) â piwnica.
(5) Za nami noc, sł. i muz. Luis Llach, tł. Filip Łobodziński.
Znalazłam ich całe mnóstwo na immym forku - niech mi ktoś powie czy moge podać jego adres 
Imiona pomieszane:
A
Artur, Amadeusz, Anatol, Arsen, Ananas, Alojzy, Arnold, Artis, Albercik, Alfred, Alfons, Aksel, Achilles, Ambroży, Ami, Aleks, Aplauz, Aster, Afro, Agrest, Ares, Amon, Archibald, Alexander
Alfa, Arka, Amelia, Amfa, Aga, Arwena, Aida, Anita, Ayla, Ami, Agrafka, Andromeda, Alma, Alka, Adela, Ana, Ayah, Albi, Anastazja, Andzia, Anga, Amphora
B
Bazyl, Baron, Bobek, Biały, Bomi, Beniamin, Bekon, Bartuś, Beny, Blejk, Bobby, Booger, Boomer, Borys, Brutus, Bred, Betowen, Besn, Bimber, Beton, Baton, Bombel, Burżuj, Blavik, Bunt, Bodzio, Benek, Baster, Bezimienny, Bokser, Bacuś, Baton, Beton, Blue
Bella, Bambi, Berta, Bianka, Borówka, Buba, Buśka, Buffy, Blanka, Balbina, Bombelka, Bogusia, Betty, Bonawentura, Blanka, Boba, Bela, Baśka, Bomba, Betoniarka
C
Czarny, Czarlie, Cymbał, Cear, Cynamon, Czubek, Cekin, Cezar, Chinsi, Czaruś, Ciapek, Czupurek, Czaruś, Cokół, Czu-Czo, Cętek, Ciapcio, Chopin, Cheops, Chmurek, Cheddar, Czester
Czarna, Celina, Cecylia, Ciuncha, Ceara, Chinka, Czaja, Czarusia, Calisto, Cytrynka, Chmurka
D
Dyzio, Dozer, Dudi, Dymitr, Dex, Dionizy, Duduś, Darek, Dublin, Dziubek, Domino, Dexter, Dabuś, Dulek, Donald, Dewon, Dołker, Dred, Dudek, Dolar, Diler
Doris, Dudusia, Dragona, Dixi, Didi, Delirka, Dziuba, Daisy, Doty, Doda, Dolly, Dorotka, Dżuma
E
Eshin, Elfik, Eddie, Einstein, Er, Egon, Edgar, Eustachy, Edmund, Ernest, Edek, Emsik, Elf, Ego, Etwas, Eminem, Edek, Elvis
Ela, Elza, Elma, Enya, Emma, Ekstradycja, Estera, Emanuela, Ebola, Emka, Efka, Eve
F
Florek, Frodo, Filek, Felix, Farod, Fiodor, Franek, Franc, Fazzy, Fred, Filemon, Filip, Fryderyk, Frajer, Fluś, Fafik, Frosio, Ferdek, Fufel, Fiki, FuksFufcia, Fryga, Fredzia, Frytka, Fifka, Fionna, Filomena, Frania, Fela, Felka, Frela, Fantazja, Fuzzi
G
Gandalf, Gutek, Guzik, Groszek, George, Gerald, Gotfryd, Gluś, Gamoń, Gumiś, Gruby, Gigant, Gryzek, Generał, Gustlik, Gambon, Grizzli, Guzik, Grubas, Gryzaczek
Gala, Ganja, Gienia, Gryzelda, Gryzia, Glusia, Gloria, Grypa, Gapa, Grucha, Gucia, Gryzatka, Gryzetka, Gilza, Gałka
H
Hektor, Hieronim, Hektorek, Hiv, Hipolit, Hermes, Hilary, Heliodor, Haszysz, Horacy, Herman, Head, Hubert, Hans, Helmut, Heluś, Hanibal, Harry, Haker, Henry, Heweliusz, Hood, Harry Hania, Hydra, Hermenegilda, Hildegarda, Hepi, Harmonia, Heidi, Handra, Helcia, Hulka, Halka, Hera
I
Igor, Ignacy, Indris, Iti, Indis, Iwas, Igloo, Imbir, Iksel, Ikar, Iks, Iron Irma, India, Ixi, Iluzja, Iga, Ina, Itka, Izet, Ismena, Igiełka
J
Jony, Jerry, Jaber, Jacuś, Jazi, Jimmy, Jogurt, Jancio, Jango, Joint, Jonatan, Jaremek, Józio, Jajek, Janas, Jak, Joker, Jack, JajcuszekJadzia, Jaśmina, Julka, Janka, Jenny
K
Kuba, Kubek, Klark, Ken, Karol, Kleofas, Katar, Karaluch, Kajtek, Kloszard, Kalejdoskop, Kazio, Kali, Kornel, Koniak, Kumpel, Kasa, Kram, Klops, Keks, Kelly, Kwasek, Kwaśniak, Kwasiszczur, Kumpel, Kiciuś, Koniu, Kacper
Konstancja, Kira, Klaudia, Kora, Kaja, Kredka, Klementyna, Kya, Kasia, Kawa, Kacha, Koka, Kiti, Kropka, Kleopatra, Kaśka, Kuczi, Kropka, Karolinka, Kluska, Kopacz
L
Leserczucio, Lucek, Lumpex, Latex, Leon, Leonard, Larsen, Laser, Lejek, Lux, Lasso, Lejek, Lukas, Leniwiec, Leszek, Luis, Lampart, LeopoldLula, Lusia, Lukrecja, Lara, Loona, Lala, Luna, Luśka, Lola, Lucerna
Ł
Łaciak, Łapserdak, Łatek, Łepek, Łaks Łatka, Łezka
M
Max, Moryc, Matrix, Mordek, Mars, Monty, Merlin, Miki, Milton, Modi, Maskagas, Madagaskar, Munky, Morfeusz, Marian, Miłek, Magik, Mundek, Mokry, Morte, Mały, Maurycy, Musiał, Morda, Mozart Maga, Mysza, Mycha, Mysia, Madi, Mona, Mimi, Mirabella, Meg, Mela, Miga, Mafia, Malwina, Mut, Manuela, Majka, Moria, Malina, Małpka, Madonna, Mitia, Miga, Marylka, Miśka, Miziołka, Milka, Mokra, Misiunia, Mara, Mimbla, Mozarella, Masakra, Marzenka, Milka
N
Noniusz, Nemo, Norek, Nikodem, Niuniek, Norman, Necik, Neksel, Nikiel, Niciakm, Neo, Nochalek, Nergal Niuśka, Nata, Nimnul, Natasza, Nadia, Nasza, Niunia, Nelly, Nefertari, Nafta, Nynufara
O
Ogryzek, Oskar, Orion, Oswald, Opryszek, Ościk, Otis, Otto, Olej, Orka, Olaf, Ozzy, Oliver, Oktan, Owsik, Owal, Ozyrys Omega, Ofelia, Oda, Olimpia, Orka, Oktawia
P
Pufcio, Pinki, Papcioch, Puzon, Picasso, Pippin, Pulpet, Punio, Paragraf, Puchacz, Pikuś, Polar, Pimpek, Paproch, Parszywek, Pijaczek, Puszek, Puszkin, Peryskop
Pysia, Plamka, Punia, Pusia, Pixi, Puwcia, Ptysia, Pipi, Paulinka, Pestka, Pilsnerka, Popi, Panda, Psotka, Pysia
Q
Quick, Qba Queen
R
Rudolf, Rex, Robin, Roland, Ryb, Rivo, Rocky, Rubin, Rufus, Ra, Rybak, Roger, Ramzes, Rosół, Rixik, Robbie, Rajan, Radamantys Ruda, Róża, Rodzynka, Roxia, Rurka
S
Sean, Skali, Songo, Samael, Szczurosław, Szczuruś, Spike, Silver, Snickers, Sputnik, Staś, Sernik, Salomon, Syriusz, Szur, Snowy, Sergiusz, Stuart, Spidi, Shadow, Śnieżek, Sikun, Saibot, Stefan, Seti, Simon, Szczurotygrysek, Szczurnik, Shrek, Szczuru, Sokrates, Samir, Shaki, Snuffy Sonia, Szarlotka, Salami, Sofia, Scully, Sensacja, Sensi, Sierra, Sybilla, Salomea, Skin, Sandra, Skaza, Shazza, Śliwka, Szelma, Szczurka
T
Tadzio, Tuptuś, Tobi, Tolkien, Teodor, Tisio, Tytus, Tyfus, Tom, Tyran, Tutenchamon, Tomi, Taradat, Tabasco, Tolek, Tupet Tekla, Tradycja, Tede, Tereska, Tusia, Tonia, Tuja, Tequilla, Trinity,
U
Uszatek, Utraciusz, Ułi Ultra, Urma
V
Vincent, Vilgefortz Viki, Vanessa, Venus
W
Wiórek, Wiercik, Willy, Wezyr, Wirus, Walerian, Wilhelm, Wafel, Wariat, Wiktor, Witalis, Wacek, Whisky, White, Walenty, Wąsik, Wacek, Wiesław Wiercipiętka, Wróżka, Walentynka, Walcia
X
Xenus Xena, Xentypka, Xara, Xafia
Y
Yeti, Yellow Ytelia
Z
Zuzia, Ziuta, Zapałka, Zyta
Zyzio, Zenek, Ziemowit, Zeus, Zygmunt, Zgredek, Zabijaciel, Złodziej, Zuziak
Ż
Żądło, Żelek, Żonkil, Żwirek Żaba, Żarówka,
Imiona nie alfabetycznie (losowe):
Sara, Lora, Pusia,Misia, Milusia, Chrumcia, Mysia, Mi, Rosa, Plumcia, Milunia, Sasetka, Roksa, Tupcia, Roborka, Mini, Emi, Dżina, Lalusia,
Łatka, Zuzia, Zuza, Pentelka, Igiełka, Nitka, Lisa, Lizze (lizi), Pimpka,
Łezka, Rozetka, Chwila, Kokardka
Dla samczyka:
Bubuś, Chrumcio, Tupcio, Cuduś, Hamkuś, Miki, Czester, Stinki,
Pank, Hipcio, Pimpuś, Kuki, Znajduś, Dzungar, Roborek, Milunio, Kubuś,
Norek, Karol, Hitler, Tuptuś, Supeł, Węzeł, Czarek, Parszywek, Pupil,
Myszor, Master, Bum, Bu, Sniki, Mars, Szczurek, Skin
Dla samiczki:
Alimka, Brenia, Dorka, Dosia, Dusia, Fela, Fenia, Funia, Fusia,
Genia, Inia, Inka, Lola, Lusia, Miłka, Mizia, Mona, Niunia,
Pami, Pati, Pixi, Poli, Renia, Ritka, Rozetka, Rudzia, Rutka,
Texa, Gaja, Sonia, Sissi, Ruda, Mika, Sawka, Kaja, Pusia, Issa, Paja,
Taja, Natalii, Pusia, Perelka, Rudi, Terence (czytaj Terenc), Nicolai (czytaj Nikolaj), Nero (po wlosku czarny), Sabi, Lola, Anja, Niki, Kiki, Franczi (skrot od wloskiego imienia Francessca), Natka, Lisa, Janine (czytaj Dżanin), Sharon, Sandy (sendy), Anett, Minia, Kokardka, Ashlee, Hilary, Lizzie (czytaj Lizi).
Dla parki
Idź stąd i Chodź tu, Palma i Kokos, Usiądź i Wstań, Chrumcia i
Chrumcio, Radość i Smutek, Noc i Dzień, Cicha i Głośny, Globus i Mapa.
Badi, Beni, Benio, Bos, Ciapek, Chrupek, Czapek, Czip, Deil,
Dex, Dorek, Dropek, Drops, Dżampi, Dżet, Fax, Felek, Fiszer,
Franek, Gumiś, Idi, Jet, Kacper, Korek, Kori, Lorek, Lotek,
Łili, Łoli, Mailo, Mentos, Miluś, Miki, Moni, Neli, Net, Niki,
Orbit, Pikuś, Pixel, Redi, Roi, Roki, Ron, Rubiś, Skipi, Skiper,
Teri, Timor, Tobi, Trix, Wani, Wanil, Wipi,
Tonio, Filutek, Hamtaro, Bobek, Bobi, Duduś, Robin, Kropek,
Łatek, Iki, Hopek, Koki, Zygo, Torek
Źródło
Poprawiłam i przykleiłam
Proponuję, żeby za zgodą właścicieli zwierzątek imiona bardziej oryginalne były dodawane 
Uchata dnia Śro 18:52, 17 Maj 2006, w całości zmieniany 8 razy
jeśli sie jakieś powtórzyły to sory .
CHŁOPCY:ch
DZIEWCZYNKI:d
A
ch
Artur, Amadeusz, Anatol, Arsen, Ananas, Alojzy, Arnold, Artis, Albercik, Alfred, Alfons, Aksel, Achilles, Ambroży, Ami, Aleks, Aplauz, Aster, Afro, Agrest, Ares, Amon, Archibald, Alexander
d
Alfa, Arka, Amelia, Amfa, Aga, Arwena, Aida, Anita, Ayla, Ami, Agrafka, Andromeda, Alma, Alka, Adela, Ana, Ayah, Albi, Anastazja, Andzia, Anga, Amphora
B
ch
Bazyl, Baron, Bobek, Biały, Bomi, Beniamin, Bekon, Bartuś, Beny, Blejk, Bobby, Booger, Boomer, Borys, Brutus, Bred, Betowen, Besn, Bimber, Beton, Baton, Bombel, Burżuj, Blavik, Bunt, Bodzio, Benek, Baster, Bezimienny, Bokser, Bacuś, Baton, Beton, Blue
d
Bella, Bambi, Berta, Bianka, Borówka, Buba, Buśka, Buffy, Blanka, Balbina, Bombelka, Bogusia, Betty, Bonawentura, Blanka, Boba, Bela, Baśka, Bomba, Betoniarka
C
ch
Czarny, Czarlie, Cymbał, Cear, Cynamon, Czubek, Cekin, Cezar, Chinsi, Czaruś, Ciapek, Czupurek, Czaruś, Cokół, Czu-Czo, Cętek, Ciapcio, Chopin, Cheops, Chmurek, Cheddar, Czester
d
Czarna, Celina, Cecylia, Ciuncha, Ceara, Chinka, Czaja, Czarusia, Calisto, Cytrynka, Chmurka
D
ch
Dyzio, Dozer, Dudi, Dymitr, Dex, Dionizy, Duduś, Dupek, Darek, Dublin, Dziubek, Domino, Dexter, Dabuś, Dulek, Donald, Dewon, Dołker, Dred, Dudek, Dolar, Diler
d
Doris, Dudusia, Dragona, Dixi, Didi, Delirka, Dziuba, Daisy, Doty, Doda, Dolly, Dorotka, Dżuma
E
ch
Eshin, Elfik, Eddie, Einstein, Er, Egon, Edgar, Eustachy, Edmund, Ernest, Edek, Emsik, Elf, Ego, Etwas, Eminem, Edek, Elvis
d
Ela, Elza, Elma, Enya, Emma, Ekstradycja, Estera, Emanuela, Ebola, Emka, Efka, Eve
F
ch
Florek, Frodo, Filek, Felix, Farod, Fiodor, Franek, Franc, Fazzy, Fred, Filemon, Filip, Fryderyk, Frajer, Fluś, Fafik, Frosio, Ferdek, Fufel, Fiki, Fuks
d
Fufcia, Fryga, Fredzia, Frytka, Fifka, Fionna, Filomena, Frania, Fela, Felka, Frela, Fantazja, Fuzzi
G
ch
Gandalf, Gutek, Guzik, Groszek, George, Gerald, Gotfryd, Gluś, Gamoń, Gumiś, Gruby, Gigant, Gryzek, Generał, Gustlik, Gambon, Grizzli, Guzik, Grubas, Gryzaczek
d
Gala, Ganja, Gienia, Gryzelda, Gryzia, Glusia, Gloria, Grypa, Gapa, Grucha, Gucia, Gryzatka, Gryzetka, Gilza, Gałka
H
ch
Hektor, Hieronim, Hektorek, Hiv, Hipolit, Hermes, Hilary, Heliodor, Haszysz, Horacy, Herman, Head, Hubert, Hans, Helmut, Heluś, Hanibal, Harry, Haker, Henry, Heweliusz, Hood, Harry
d
Hania, Hydra, Hermenegilda, Hildegarda, Hepi, Harmonia, Heidi, Handra, Helcia, Hulka, Halka, Hera
I
ch
Igor, Ignacy, Indris, Iti, Indis, Iwas, Igloo, Imbir, Iksel, Ikar, Iks, Iron
d
Irma, India, Ixi, Iluzja, Iga, Ina, Itka, Izet, Ismena, Igiełka
J
ch
Jony, Jerry, Jaber, Jacuś, Jazi, Jimmy, Jogurt, Jancio, Jango, Joint, Jonatan, Jaremek, Józio, Jajek, Janas, Jak, Joker, Jack, Jajcuszek
d
Jadzia, Jaśmina, Julka, Janka, Jenny
K
ch
Kuba, Kubek, Klark, Ken, Karol, Kleofas, Katar, Karaluch, Kajtek, Kloszard, Kalejdoskop, Kazio, Kali, Kornel, Koniak, Kumpel, Kasa, Kram, Klops, Keks, Kelly, Kwasek, Kwaśniak, Kwasiszczur, Kumpel, Kiciuś, Koniu, Kacper
d
Konstancja, Kira, Klaudia, Kora, Kaja, Kredka, Klementyna, Kya, Kasia, Kawa, Kacha, Koka, Kiti, Kropka, Kleopatra, Kaśka, Kuczi, Kropka, Karolinka, Kluska
L
ch
Leserczucio, Lucek, Lumpex, Latex, Leon, Leonard, Larsen, Laser, Lejek, Lux, Lasso, Lejek, Lukas, Leniwiec, Leszek, Luis, Lampart, Leopold
d
Lula, Lusia, Lukrecja, Lara, Loona, Lala, Luna, Luśka, Lola, Lucerna
Ł
ch
Łaciak, Łapserdak, Łatek, Łepek, Łaks
d
Łatka, Łezka
M
ch
Max, Moryc, Matrix, Mordek, Mars, Monty, Merlin, Miki, Milton, Modi, Maskagas, Madagaskar, Munky, Morfeusz, Marian, Miłek, Magik, Mundek, Mokry, Morte, Mały, Maurycy, Musiał, Morda, Mozart
d
Maga, Mysza, Mycha, Mysia, Madi, Mona, Mimi, Mirabella, Meg, Mela, Miga, Mafia, Malwina, Mut, Manuela, Majka, Moria, Malina, Małpka, Madonna, Mitia, Miga, Marylka, Miśka, Miziołka, Milka, Mokra, Misiunia, Mara, Mimbla, Mozarella, Masakra, Marzenka, Milka
N
ch
Noniusz, Nemo, Norek, Nikodem, Niuniek, Norman, Necik, Neksel, Nikiel, Niciakm, Neo, Nochalek, Nergal
d
Niuśka, Nata, Nimnul, Natasza, Nadia, Nasza, Niunia, Nelly, Nefertari, Nafta, Nynufara
O
ch
Ogryzek, Oskar, Orion, Oswald, Opryszek, Ościk, Otis, Otto, Olej, Orka, Olaf, Ozzy, Oliver, Oktan, Owsik, Owal, Ozyrys
d
Omega, Ofelia, Oda, Olimpia, Orka, Oktawia
P
ch
Pufcio, Pinki, Papcioch, Puzon, Picasso, Pippin, Pulpet, Punio, Paragraf, Puchacz, Pikuś, Polar, Pimpek, Paproch, Parszywek, Pijaczek, Puszek, Puszkin, Peryskop
d
Pysia, Plamka, Punia, Pusia, Pixi, Puwcia, Ptysia, Pipi, Paulinka, Pestka, Pilsnerka, Popi, Panda, Psotka, Pysia
Q
ch
Quick, Qba
d
Queen
R
ch
Rudolf, Rex, Robin, Roland, Ryb, Rivo, Rocky, Rubin, Rufus, Ra, Rybak, Roger, Ramzes, Rosół, Rixik, Robbie, Rajan, Radamantys
d
Ruda, Róża, Rodzynka, Roxia, Rurka
S
ch
Sean, Skali, Songo, Samael, Szczurosław, Szczuruś, Spike, Silver, Snickers, Sputnik, Staś, Sernik, Salomon, Syriusz, Szur, Snowy, Sergiusz, Stuart, Spidi, Shadow, Śnieżek, Sikun, Saibot, Stefan, Seti, Siusiaczek, Simon, Szczurotygrysek, Szczurnik, Shrek, Szczuru, Sokrates, Samir, Shaki, Snuffy
d
Sonia, Szarlotka, Salami, Sofia, Scully, Sensacja, Sensi, Sierra, Sybilla, Salomea, Skin, Sandra, Skaza, Shazza, Śliwka, Szelma, Szczurka,
T
ch
Tadzio, Tuptuś, Tobi, Tolkien, Teodor, Tisio, Tytus, Tyfus, Tom, Tyran, Tutenchamon, Tomi, Taradat, Tabasco, Tolek, Tupet
d
Tekla, Tradycja, Tede, Tereska, Tusia, Tonia, Tuja, Tequilla, Trinity
U
ch
Uszatek, Utraciusz, Ułi
d
Ultra, Urma
V
ch
Vincent, Vilgefortz
d
Viki, Vanessa, Venus
W
ch
Wiórek, Wiercik, Willy, Wezyr, Wirus, Walerian, Wilhelm, Wafel, Wariat, Wiktor, Witalis, Wacek, Whisky, White, Walenty, Wąsik, Wacek, Wiesław
d
Wiercipiętka, Wróżka, Walentynka, Walcia
X
ch
Xenus
d
Xena, Xentypka, Xara, Xafia
Y
ch
Yeti, Yellow
d
Ytelia
Z
ch
Zyzio, Zenek, Ziemowit, Zeus, Zygmunt, Zgredek, Zabijaciel, Złodziej, Zuziak
d
Zuzia, Ziuta, Zapałka, Zyta
Ż
ch
Żądło, Żelek, Żonkil, Żwirek
d
Żaba, Żarówka